Zawsze chętnie dzielimy się z naszymi darczyńcami sukcesami naszych dzieci, ich potrzebami i pasjami- wszystkim tym co może być ważne także dla Ciebie.
Zaznaczając obie zgody, będziesz otrzymywać od nas wiadomości o naszych działaniach, inicjatywach oraz ciekawych akcjach. W ten sposób przekonasz się, jak Twoja pomoc zmienia życie dzieci w potrzebie.
Dziękujemy, że wspierasz naszych podopiecznych.
Zawsze chętnie dzielimy się z naszymi darczyńcami sukcesami naszych dzieci, ich potrzebami i pasjami- wszystkim tym co może być ważne także dla Ciebie.
Zaznaczając obie zgody, będziesz otrzymywać od nas wiadomości o naszych działaniach, inicjatywach oraz ciekawych akcjach. W ten sposób przekonasz się, jak Twoja pomoc zmienia życie dzieci w potrzebie.
Przyjechali z Ukrainy do Polski w 2021 roku, żeby znaleźć lepszą pracę. Zamiast pracy odnaleźli swoje powołanie i miejsce na ziemi. Alona i Ihor to małżeństwo z 14-sto letnim stażem, które jako jedno z niewielu wspólnie pełni rolę Rodziców SOS. O wychowaniu dzieci mówią jak o marzeniu, które się ciągle spełnia, ale też jak o misji. „Czasami ludzie nas pytają: „Jak to jest, że opiekujecie się polskimi dziećmi?” A jaka jest różnica? To dziecko. Nieważne z którego kraju. Każde dziecko potrzebuje miłości, opieki, troski.”
Jako pierwszy pracę w Wiosce SOS rozpoczął Ihor, był asystentem chłopca w ukraińskiej rodzinie a miesiąc później taką funkcję objęła również Alona. Jednak w ich życiu nie zawsze były dzieci. Ihor pracował na budowie, Alona mimo, że z wykształcenia jest nauczycielką, w Polsce pracowała w logistyce. Jak to się stało, że obydwoje zamieszkali w Wiosce SOS?
Wszystko za sprawą koleżanki! Alona powiedziała nam historię o koleżance, która przyszła do niej, opowiedziała o pracy asystenta chłopca w rodzinie twierdząc, że Ihor idealnie będzie się nadawał. Alonę rozbawiła propozycja była przekonana, że Ihor nie będzie chciał pracować w ten sposób, ale mimo wszystko zaproponowała mu to. W tym miejscu historii warto napisać, że czasami, nawet gdy jesteśmy pewni niepowodzenia czegoś to warto spróbować. Ku zaskoczeniu Alony, Ihor zgodził się na propozycję i już niedługo później został asystentem chłopca!
Niedługo później, obydwoje pracowali jako asystenci w SOS Wiosce Dziecięcej. Po kilku miesiącach chłopiec przestał potrzebować asystenta a Alona i Ihor pomimo chęci musieli zrezygnować. Jednak zrezygnować z nich nie chciał ówczesny dyrektor Wioski SOS. Zaproponował im, żeby zostali Rodzicami SOS. Jak mówi Alona, był on dla nich ogromnym wsparciem przed podjęciem decyzji, w trakcie całego procesu oraz już, gdy zostali Rodzicami.
Jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Marzenie o dziecku zaczęło się spełniać. W trakcie robienia kwalifikacji i szkolenia na rodzinę zastępczą z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie dostali propozycję wzięcia pod opiekę 10-cio dniowego chłopca. Po 1,5 roku tworzenia rodziny i próby adopcji dostali odpowiedź – osoba będąca obcokrajowcem nie może dokonać adopcji dziecka w Polsce. Obydwoje przyznają, że był to cios, ale teraz mówią, że tak miało być, bo inaczej nie trafiliby do Wioski jako Rodzice SOS.
Ich historia z Wioskami SOS zaczęłam się 3 lata temu od funkcji asystenta i trwa aż do teraz. Od listopada 2025 roku są Rodzicami SOS. Obecnie wychowują 4 dzieci, z którymi na co dzień przebywa Alona, Ihor natomiast zgodnie z zasadami pracuje zawodowo poza Wioską jako pracownik branży budowlanej.
Są małżeństwem wrażliwym na drugiego człowieka, empatycznym, pełnym miłości i chcącym się tą miłością dzielić. “Tak jak dzieci potrzebują dorosłych tak też my potrzebujemy dzieci. Nigdy nie widzieliśmy naszego życie bez dziecka.” O byciu Rodzicami SOS mówią jak o życiowej misji i marzeniu, które ciągle się spełnia.
Spytałyśmy Alonę o radę dla osób zastanawiających się nad zostaniem Rodzicem SOS: “Wszystko jest możliwe. Jak jest miłość w sercu to trzeba z tego korzystać i dzielić się nią.” “Trzeba pamiętać, że wszystko jest możliwe. Ja przyjechałam z innego kraju i bardzo marzyłam o pracy z dziećmi. I trafiłam tam, gdzie trzeba.”
Przyznają, że gdyby czekali na idealny moment to „życie by minęło. Nie ma idealnych momentów. Problemy zawsze są, mniejsze, większe i jak czujesz sercem, że chcesz i możesz to warto spróbować, bo idealny moment nigdy nie nadejdzie.”
Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/
Małgosia obecnie mieszka w domku SOS z czwórką dorastających dzieci i czarnym labradorem. Majowy weekend spędzają razem na wędrówce w Bieszczadach.
Była późnym dzieckiem w rodzinie i nieco brakowało jej towarzystwa rówieśników. Miała starszego o 8 lat brata i tylko jedną kuzynkę w zbliżonym wieku, reszta kuzynostwa była dużo starsza. Może dlatego już jako nastolatka pomagała w domu małego dziecka. I cały czas ciągnęło ją do dzieci – ich towarzystwo dawało jej dużo radości i pobudzało kreatywność.
Miała wspaniałych rodziców, takich, którzy oddaliby przysłowiową ostatnią koszulę komuś, kto potrzebuje. Taki sam był (i jest) jej brat. Bycie dla kogoś to naturalny sposób bycia jej rodziny – nie mogła więc być inna.
Pochodzi z Rzeszowa, studiowała w Krakowie, Lublinie i Wrocławiu. To w Lublinie dowiedziała się, że siostra koleżanki pracowała w SOS Wioskach Dziecięcych i bardzo to sobie chwaliła.
Małgosia miała przygotowanie, skończyła m.in. pedagogikę resocjalizacyjną i socjoterapię. Wcześniej miała praktyki w więzieniu, pracowała w szkołach (podstawowej i gimnazjum) i w domu dziecka. To właśnie w domu dziecka czuła, że spełnia swoje zawodowe powołanie, jednak i tam czegoś jej brakowało – większego wpływu i ciągłości wychowawczej.
Nie zdecydowała się na zostanie rodziną zastępczą poza strukturą Stowarzyszenia SOS, bo chciała być częścią wspólnoty złączonej jedną ideą i celem, chciała też mieć gwarancję pomocy w sytuacjach trudnych (a zespoły wsparcia bardzo się w takich chwilach przydają). Poza tym problemem mogły być warunki mieszkaniowe. Małgosia mieszkała co prawda wraz z rodzicami w domu z ogrodem, ale jej mama już wtedy była przewlekle chora i wprowadzenie tam dzieci byłoby trudne i niekomfortowe zarówno dla nich, jak i dla chorej.
Kiedy już bardzo poważnie rozważała pracę w SOS Wioskach Dziecięcych, Małgosia postanowiła się jeszcze zmierzyć z dużym dla niej wyzwaniem – przedszkolakami. Przez lata studiów i pracy opiekowała się dziećmi starszymi i nie znała specyfiki opieki nad kilkulatkami. Zatrudniła się jako niania dwóch małych dziewczynek, by zobaczyć czy się sprawdzi w tej roli. Chciała poznać swoje możliwości i potrzeby małych dzieci na wypadek, gdyby w Wiosce SOS przydzielono jej przedszkolaki.
Dopiero z taką wiedzą i praktyką wzięła udział w rekrutacji. Małgosia zaczęła pracę jako mama SOS w wieku 36 lat i na początku objęła opieką piątkę dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Bardzo jej zależało na stworzeniu stabilnych warunków, spędzaniu razem codzienności, dzieleniu zwykłego życia. I tak w ciągu 15 lat pracy dzieliła i dom, i serce z jedenaściorgiem dzieci – jak jedne dzieci dorastały i odchodziły (usamodzielniały się, przechodziły do wspólnot dedykowanych dla młodzieży lub wracały do rodzin biologicznych), to przychodziły kolejne dzieci. Za moment, po skończeniu szkoły średniej kolejny młody człowiek się usamodzielni i znów w SOS-owej rodzinie Małgorzaty pojawią się nowe dzieci.
Gdy pytam o ewentualne obawy, Małgosia wspomina o epilepsji. Bała się, że powierzone jej dzieci będą chore właśnie na tę chorobę (zetknęła się z nią będąc nauczycielką i nie była pewna, czy podoła opiece nad dziećmi z tą chorobą). Czasem jest tak, że życie konfrontuje nas z tym, czego się najbardziej obawiamy i Małgosia rzeczywiście musiała się z tą chorobą u dzieci zmierzyć i to nie w jednym, a w kilku przypadkach. Mówi, że życie bywa przewrotne, ale wierzy, że wszystko – również to – dzieje się po coś.
Gdy pytam o psa w domu pełnym dzieci, dowiaduję się, że zrównoważony, łagodny pies ze sprawdzonej hodowli okazał się wspaniałym kompanem. Dziś ma już ponad 11 lat, siwy pysk i jest wiernym przyjacielem dzieci – jak powiedziała usamodzielniona już wychowanka Małgosi: „ciocia wie o nas dużo, ale Lucky wie o nas wszystko”. To on jest powiernikiem pierwszych miłości, pierwszych rozstań, sukcesów szkolnych i perypetii, o których ciocia nie powinna wiedzieć.
Osobom, które rozważają zostanie rodzicem SOS Małgosia powiedziałaby, że obawy zawsze będą. Nie ma sensu czekać, ale też nie trzeba od razu podejmować decyzji. Najpierw są rozmowy, tydzień wolontariatu w wiosce SOS, potem staż – jest czas na sprawdzenie, czy to praca dla was.
„Gdybym czekała na idealny moment, to…
… nie zrobiłabym nic w życiu. I to nie tylko pracowniczym, ale też osobistym. Bo nie ma idealnego momentu. Nie ruszyłabym z miejsca, nie zrealizowałabym żadnego pragnienia, żadnego marzenia”.
Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/
Dwa lata temu, w połowie dystansu między czterdziestką a pięćdziesiątką, Ewa kompletnie zmieniła swoją ścieżkę zawodową i rozpoczęła pracę jako mama SOS.
Wspominając dzieciństwo, mówi: „byłam tak zwanym bezproblemowym dzieckiem. Może dlatego, że byłam trzecia”. Urodziła się w Gdyni, mieszkała w Gdańsku, miała dwóch starszych braci i liczną rodzinę poszerzoną, która była i jest dla Ewy bardzo ważna. Siedmioro rodzeństwa mamy, czworo taty, samego kuzynostwa od strony mamy było ponad dwadzieścioro. Co roku czekała na wakacje i wyjazd do babci, gdzie zjeżdżały się także pozostałe dzieci. Spędzali czas gromadą, panował harmider, ale i budowały się bardzo ważne relacje. Aktywna i zaangażowana Ewa włączała się w obowiązki i opiekę nad najmłodszymi.
Wiele doświadczeń i słów bliskich osób po czasie w niej rezonowało. Stara się pamiętać o tym, że czasem usłyszane od kogoś zdanie zostaje z nami na długo. Wie, że samą postawą i zachowaniem możemy mieć wpływ, zwłaszcza na młodsze pokolenia, często nie mając świadomości, że w ten sposób młodych modelujemy.
Bardzo ważną postacią była dla Ewy babcia Halinka, prosta wiejska kobieta, oaza spokoju, której wspomnienie rozgrzewa serce. Zawsze znajdowała czas dla wnuków i każde z nich czuło się przy babci chciane i kochane. Nie mówiła dużo, miłość okazywała często przez przygotowywanie smakołyków dla dzieci, była bezpiecznym portem, do którego chciało się wracać.
Jako trzynastolatka Ewa pojechała z tatą do Turcji, co obudziło w niej ciekawość świata i chęć do odwiedzania nowych ciekawych miejsc. Umiłowanie podróży towarzyszy jej do dziś.
Mówi, że zawsze miała szczęście do spotykania dorosłych, którzy mieli pasje. Ludzi, którzy mimo trudności i ciężkich doświadczeń, mieli w sobie iskrę, działali i byli szczęśliwi.
Na początku Ewa wcale nie myślała o pracy z dziećmi. Było dla niej jasne, że tak jak mama, będzie pracować w biurze. W liceum przez chwilę myślała o studiach medycznych, ale ostatecznie wybrała ekonomię. Zawsze istotna była dla niej niezależność. Już w szkole średniej zapraszana przez ciocię do USA, dorabiała sobie w wakacje.
Do trzydziestki skupiała się na budowaniu kariery. Pracowała w bankowości, awansowała, miała stabilną sytuację zawodową, ale coraz częściej czytała o samorozwoju, analizowała swoje uzdolnienia i talenty, myśląc o zmianie i doświadczeniu pracy bliżej ludzi. W wieku 30 lat zmieniła pracę. W nowym miejscu powierzono jej zadanie zbudowania zespołu. W tworzeniu czegoś od zera był dynamizm i ekscytacja, których wówczas potrzebowała.
Po kilku latach pojawiła się myśl „czy to wszystko, na co mnie stać? Czy chcę, aby to była moja spuścizna?”. Przez chwilę Ewa myślała o samodzielnym zostaniu rodzicem zastępczym, obawiała się jednak braku wystarczającego wsparcia. Szkoliła się w gdańskim hospicjum, myśląc o pracy z chorymi. Wreszcie trafiła na spot SOS Wiosek Dziecięcych o poszukiwaniu mamy, która nie musi być idealna. Nie wywołał natychmiastowej reakcji, ale sprawił, że myśl o pracy w SOS zaczęła kiełkować. W międzyczasie Ewa została darczyńcą stowarzyszenia, dostawała listy opisujące, co słychać u dzieci, które wspiera, przypominał jej o nich magnes SOS na lodówce.
Myśli o tym, co się po sobie zostawi, często pojawiają się koło hipotetycznej połowy życia, a u Ewy dodatkowy wpływ wywarła także sytuacja rodzinna. Tata Ewy zachorował na alzheimera, a ona wraz z mamą podjęły się opieki nad nim. Opieka nad chorym tracącym pamięć, a z nią sprawność, jest ciężka zarówno dla chorującego jak i dla opiekunów – fizycznie i emocjonalnie; ale Ewa poczuła, że nareszcie robi coś ważnego. Opieka nad tatą dawała jej satysfakcję i przynosiła spokój. Dobrze się w tym zajęciu odnajdywała, szukała rozwiązań, które mogłyby pomóc obojgu rodzicom i widziała, że jej obecność dobrze wpływa na tatę, uspokajając go.
W ówczesnej pracy nie czuła się źle, miała dobre warunki, fajnych ludzi, ale zaczęła czuć wypalenie. Myśl o potrzebie zmiany wracała. Ewa szukając odpowiedzi sięgnęła po test talentów Gallupa i książki takie jak „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktora E. Frankla.
Równocześnie słyszała od ludzi, że dobrze i swobodnie czują się w jej towarzystwie. Często się przed nią otwierali, mówili że umie patrzeć z ich perspektywy i nie ocenia. Lubiła się opiekować i bardzo motywowało ją wspieranie innych w rozwoju – najlepszym wyborem wydawała się w tym wypadku praca z dziećmi.
Od czasu zobaczenia spotu SOS Wiosek Dziecięcych minęło prawie 8 lat, gdy Ewa zdecydowała się zgłosić. Uznała, że bycie rodzicem SOS umożliwi jej wykorzystanie talentów. Jako osoba lubiąca wyzwania, chciała pracy wymagającej ciągłego rozwoju. Wiedziała, że będzie musiała przejść szkolenia, a codzienny kontakt z dziećmi będzie wymagał szukania rozwiązań i różnych sposobów dotarcia do drugiego człowieka.
Najbliżsi nie byli zaskoczeni. Wiedzieli, że to była dobrze przemyślana decyzja, wspierali i zachęcali Ewę do wzięcia udziału w rekrutacji. Po rekrutacji były szkolenia, kurs dla rodziców zastępczych, staż i wreszcie przeprowadzka do wioski SOS. Na początku Ewa objęła opieką piątkę dzieci, z których najmłodsze miało 12 lat. Dwoje z nich po roku się usamodzielniło, a pod opiekę Ewy trafiła dwójka w wieku dwa i pół oraz pół roku – rodzeństwo dzieci, które wychowywała już wcześniej. Mówi o nich z czułością i uśmiechem.
Początki bywały ciężkie. Z dużymi dziećmi trudniej jest szybko zbudować dobry kontakt, mają za sobą dużo doświadczeń, są zdystansowane i nieufne. Z kolei opieka nad maluchami to spory wysiłek fizyczny i niedosypianie. Bez pomocy asystentki byłoby naprawdę trudno. Ewa bardzo zaangażowała się w opiekę nad swoją gromadką i trochę zapomniała o sobie. „Wiedziałam, że dobry opiekun to wypoczęty opiekun, ale po roku okazało się, że moja energia się wyczerpuje. Zrozumiałam, że to nie tylko hasło. Dzieci są na pierwszym miejscu, ale wszystko zaczyna się ode mnie. Jeśli będę w złej kondycji, to nie ruszymy. Muszę dbać o siebie, o wypoczynek, kondycję fizyczną. Gdy mam wolne, dbam o to, by porozmawiać z dorosłymi, odreagować”.
Gdy pytam, co mogłaby przekazać ludziom, którzy myślą o zostaniu rodzicem SOS, zachęca do porozmawiania z osobami ze stowarzyszenia. Jeśli myśl o opiece nad dziećmi wraca, warto spróbować. To naprawdę tylko rozmowa, nie jakiś duży wysiłek, a może się okazać, że to właśnie wasza droga.
„To jak w tym starym spocie SOS, jeśli boisz się, że nie dasz rady, to dobrze, bo to znaczy, że sobie dasz. Jeśli masz obawy, to świetnie, to oznacza że jesteś odpowiedzialny, masz wyobraźnię, rozsądek i wiesz, że mogą być wyzwania. Ale nie będziesz tu sam” – mówi Ewa.
Bardzo ważne jest dla niej to, że w wiosce SOS ma wsparcie. Ma prawo do urlopu, asystentkę, a gdy wyjeżdża, dzieci są z osobą, którą znają. W skrajnych sytuacjach, np. gdyby sama wymagała leczenia szpitalnego, stowarzyszenie organizuje opiekę nad dziećmi. Ma do pomocy sztab ludzi – psychologa, pedagogów, dyrekcję, nawet konserwatora. Tak prozaicznie, jak się zepsuje kran, nie musi z dzieckiem na ręku szukać specjalisty, tylko dzwoni do biura i ktoś się tym zajmuje.
Gdy pytam o plany zawodowe, mówi że chciałaby zostać w SOS chociaż do usamodzielnienia najmłodszego chłopca. Pytana o emeryturę, śmieje się: „Na pewno coś jeszcze wymyślę. Lubię jak coś się dzieje”.
„Gdybym czekała na idealny moment, to…
… nie przyjdzie. Zawsze są jakieś sprawy do załatwienia. Mamy jedno życie, a jeśli będziemy je odkładać, obudzimy się na emeryturze. Jeśli mamy jakieś marzenie, intuicję, kierunek, sprawdźmy to. Najwyżej zrezygnujemy. Nie odkładajmy rzeczy na później, bo one mogą się nigdy nie wydarzyć”.
Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/
Niewysoka, energiczna blondynka w średnim wieku – patrząc na nią nie powiedziałbyś, że wychowała 19 dzieci. Kilkoro z nich nadal wychowuje.
Można pomyśleć, że Jola trafiła do Stowarzyszenia, bo tak ułożyły się okoliczności, ale być może myśl o pracy z dziećmi od zawsze miała gdzieś z tyłu głowy.
Mieszkała na Pomorzu, miała dwoje rodzeństwa, a gdy pojawiła się możliwość nauki w liceum o profilu pedagogicznym, od razu z niej skorzystała. Oznaczało to konieczność zamieszkania w internacie i powrotów do domu tylko na weekendy, ale Jola czuła, że to kierunek dla niej.
Po skończeniu szkoły pracowała w różnych miejscach, jako opiekunka środowiskowa, na recepcji, przez jakiś czas nawet dorywczo nad morzem. W 2003 roku bezrobocie w Polsce osiągnęło poziom 20,7 procent, najwyższy w III RP. W tym samym roku siostra Joli przyniosła z Urzędu Pracy informację, że SOS Wioski Dziecięce w Polsce poszukują asystenta wychowawcy do pracy w Wiosce SOS.
Asystent to osoba, która wspiera wychowawców i Rodziców SOS w codziennych obowiązkach – pomaga przygotowywać posiłki, zaprowadzać dzieci do szkoły, prowadzić dom. Asystent przejmuje także opiekę nad dziećmi w czasie, gdy Rodzic SOS jest na urlopie lub poza Wioską.
Jola nie zastanawiała się długo przed kontaktem ze Stowarzyszeniem. Nie przerażała jej przeprowadzka w inną część Polski, ale nie myślała też, że kiedyś zostanie Mamą SOS. Jechała do pracy, której potrzebowała i gdzie potrzebowano jej. Jak sama mówi, po prostu taka jest. Jest osobą, która nawet się nie zastanawia, gdy trzeba komuś pomóc.
Przez kilka lat pracowała jako asystentka, na początku dość często jeździła na Pomorze, ale z czasem poznawała coraz więcej ludzi na miejscu, przyzwyczajała się i zapuszczała korzenie. Lubiła swoją pracę i doskonale się w niej sprawdzała, więc gdy jedna z Mam SOS opuszczała wioskę, dyrekcja zaproponowała Joli przejęcie tej roli.
Mimo zdobytego doświadczenia nieco się obawiała nowej roli, stałej opieki nad konkretnymi dziećmi, ale miała świadomość, że nie będzie musiała radzić sobie sama. Bardzo docenia wsparcie innych Mam SOS, administracji, pedagoga i psychologów.
Od 2007 roku Jola pełni rolę Mamy SOS. W tym czasie zawsze miała co najmniej piątkę dzieci pod opieką, a zdarzało się więcej. Jedno z dzieci zostało adoptowane, jedno wróciło do rodziny pochodzenia, część się już usamodzielniła i ciągle przychodziły nowe.
Opieka nad piątką czy siódemką dzieci nie przeszkodziła Joli w skończeniu pięcioletnich studiów w systemie zaocznym, a potem jeszcze studiów podyplomowych. Jest człowiekiem czynu, trochę niespokojnym duchem, dużo podróżuje, a z wypraw przywozi magnesy, które w domku SOS kolekcjonują. Często wraz z dziećmi zajmują się rękodziełem – malują, lepią z gipsu, modeliny, gliny, wycinają z papieru, przygotowują okolicznościowe ozdoby. Na początku tworzyła sama, ale z czasem dołączało do niej coraz więcej dzieci.
Osobom rozważającym pracę jako Rodzic SOS chciałaby przekazać, że to musi być przemyślana decyzja. Dzieci trafiające do wioski zostały już co najmniej raz zawiedzione, więc przed podpisaniem ostatecznej umowy warto mieć pewność. W tej pracy są momenty trudne, ale bywają też naprawdę piękne chwile. Dzieci są różne, z problemami, traumami, ale każde ma potencjał, choć czasem wymaga dużo pracy.
„Gdybym czekała na idealny moment, nie byłoby mnie tutaj. W trakcie tych lat poznałam dużo fajnych osób, znalazłam prawdziwą przyjaciółkę. Cieszę się, że tu trafiłam. Myślę, że to jest to” – mówi Jola na koniec naszej rozmowy. My też się cieszymy, że trafiła do SOS.
Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/
Energiczna, ciemnowłosa, w średnim wieku, mówi, że jest w swojej wiosce SOS pierwszą osobą, która zdecydowała się na bycie mamą SOS mając swoje dziecko. Pochodzi z Bydgoszczy, w SOS Wioskach Dziecięcych zaczęła pracować 15 lat temu.
Wioletta, dla znajomych Wiolcia, od dziecka była przyzwyczajona do przebywania w licznym gronie – jej tata miał czternaścioro rodzeństwa, ona była starszą siostrą dwóch braci. Wzrusza się, opowiadając o cieple, które wyniosła z domu, przedwczesnym odejściu babci i ogromnej miłości mamy.
Córka Wioletty, choć nie miała rodzeństwa, nie była wychowywana jak typowa jedynaczka, po lekcjach szła do świetlicy, skąd na zmianę z mamą odbierali ją dziadkowie. Wiola pracowała, studiowała i zajmowała się dzieckiem. „Nie chciałam, by córka była tylko głaskana. Ważne, żeby potem umiała poradzić sobie w życiu” – mówi.
To kolega z pracy podsunął jej ulotkę o poszukiwaniu Rodziców SOS, mówiąc że idealnie by pasowała. Na ulotce była mapa z czterema lokalizacjami (Karlino, Siedlce, Biłgoraj, Kraśnik) i adres strony internetowej. Wioletta weszła na stronę stowarzyszenia, poczytała, posprawdzała i zaczęła się zastanawiać czy to dobra droga dla niej.
Sytuację nieco ułatwiał fakt, że córka Wioletty niedługo miała kończyć szkołę podstawową i wybierać gimnazjum – mogłaby poszukać szkoły blisko Wioski SOS, w której pracowałaby Wiola. Przeanalizowały pod tym kątem położenie każdej z wiosek. Córka Wioli potrzebowała chwili, by przemyśleć ten pomysł. Bardzo ważne było dla niej, by mogły zabrać ze sobą kotkę Tolkę, dachowca który z nimi mieszkał. To było pierwsze pytanie, które później zadała dyrektorowi wioski.
Był początek maja, wszystko się zieleniło i kwitło, Wioletta pojechała pierwszy raz do wioski i zakochała się w tamtym miejscu. Później przyjechała z córką. Ustalono, że kot też mógłby się wprowadzić, Wiola przeszła rekrutację, poznała pracowników i mieszkańców wioski. Nim zaczęła staż, nadszedł czas wyboru szkoły dla córki. Wybrały taką w okolicy wioski SOS i przeniosły całe swoje życie jeszcze przed podpisaniem umowy o zatrudnienie. To była odważna decyzja, ale Wioletta już wtedy czuła, że to miejsce dla niej. Do dziś uwielbia swoją pracę, realizuje się w niej i sumiennie spełnia rolę mamy SOS.
Na początku wzięła pod opiekę czwórkę małych dzieci. Rok później jeszcze troje. Spora różnica wieku między nimi, a biologiczną córką Wioli pozwoliła uniknąć zazdrości wśród dzieci. Do dziś, mimo usamodzielnienia najstarszych, mają ze sobą dobry kontakt, a ciocia Wiola jest zawsze gotowa wesprzeć dobrym słowem.
Zresztą, w tym domu chyba nie da się inaczej. Wioletta bardzo dba o domową, przyjazną i ciepłą atmosferę, dobrze gotuje – bigos z przepisu jej mamy nie ma sobie równych – stara się, by dzieciom, które wychowuje, dom kojarzył się z zapachem świeżego prania i gorącej szarlotki własnego wypieku. Przypuszcza, ze jest jedyną Mamą SOS, która przez 15 lat (od samego początku) pracuje z tą samą asystentką, ciocią Agatą.
Wykształcenie pedagogiczne, doświadczenie pracy z niepełnosprawnymi dziećmi w domu pomocy społecznej i staż dały Wioli umiejętności, które wykorzystuje obecnie. Pracując z dziećmi w DPS musiała zwracać uwagę na szczegóły, czytać z mowy ciała. W Wiosce SOS to się bardzo przydaje – dzieci przychodzą nieufne, z bagażem doświadczeń, lękiem i traumami. Zaczyna się od cierpliwości, obecności, obserwacji. Dzieci na początku są wycofane, ostrożne i czujne.
Wioletta jest entuzjastką ruchu i jazdy na rowerze. Teraz, gdy dzieci podrosły, robią razem nawet 20 kilometrów dziennie na rowerach. Aktywność fizyczna pozwala Wioli na „przewietrzenie głowy”, złapanie dystansu i relaks.
Gdy pytam, co mogłaby przekazać osobom rozważającym zostanie Rodzicem SOS, mówi, że jeśli ma się empatię i lubi dzieci, warto spróbować, sprawdzić. Czasami trzeba jakiegoś bodźca, momentu, by uwierzyć w siebie. Jej zdaniem najważniejsze jest otwarcie na drugiego człowieka. To, czy się nadajesz, sprawdzisz w rekrutacji. Są rozmowy, jest staż, jeden dzień lepszy, drugi gorszy. Praca z człowiekiem, z dzieckiem jest nieprzewidywalna. „Nie ma szablonu, który można by przyłożyć. Każde dziecko jest taką kłódką, do której trzeba znaleźć odpowiedni kluczyk”. Ważny jest zespół wsparcia, asystent i specjaliści– to ogromnie ułatwia pracę. Staż to świetny czas na sprawdzenie się, poznanie warunków, zasad. Nikt nie jest rzucany od razu na głęboką wodę. W opiece nad dziećmi ważne jest opanowanie, empatia, budowanie zaufania, umiejętność słuchania, stałość, przewidywalność. Chaos niczemu nie służy. Jak mawiał jej dziadek, podejmujmy decyzje w dzień, bo dzień jest mądrzejszy od nocy.
„Gdybym czekała na idealny moment, to…
On by nigdy nie nastąpił. Zawsze byłby nie ten czas i nie ta pora”.
Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/
Polski system pieczy zastępczej znalazł się w stanie głębokiego kryzysu. Skala problemu rośnie szybciej niż zdolność systemu do reagowania. Dziś już 1 na 100 dzieci w Polsce przebywa w pieczy zastępczej. Jednocześnie blisko 1900 dzieci – mimo orzeczenia sądu – czeka na miejsce, które zapewni im bezpieczeństwo. To oznacza, że setki dzieci pozostają w rodzinach biologicznych, które nie są dla nich bezpieczne i nie zaspokajają ich podstawowych potrzeb. Kolejne 1500 chorych dzieci mieszka w placówkach typu DPS czy ZOL i nikt nie szuka dla nich rodziny. A w 2024 r. 1 na 300 noworodków został opuszczony przez rodziców. To nie jest prognoza. To rzeczywistość. Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce i Fundacja Gajusz łączą siły, by wspólnym, eksperckim głosem mówić o kryzysie rodzicielstwa.
Kryzys, którego nie widać od razu
To, co widzimy obecnie w pieczy zastępczej, jest efektem procesów, które zaczynają się znacznie wcześniej. Kryzys nie nastaje w momencie odebrania dziecka z rodziny. Zaczyna się wtedy, gdy rodzina przestaje sobie radzić, a wsparcie nie pojawia się na czas albo nie jest wystarczające. – System wciąż w zbyt dużym stopniu działa reaktywnie. Pomoc uruchamiana jest w momencie eskalacji problemów, a nie na etapie, kiedy można jeszcze skutecznie wzmocnić rodzinę i zapobiec rozdzieleniu. W efekcie co roku tysiące dzieci trafiają do pieczy zastępczej, a tylko część z nich wraca do rodzin biologicznych. To pokazuje, że system nie zatrzymuje kryzysów – przejmuje ich konsekwencje. – tłumaczy Aleksandra Granada, Dyrektorka Krajowa w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.
Przeciążony system nie jest w stanie odpowiedzieć na potrzeby dzieci
Gdy dzieci trafiają do pieczy, trafiają do systemu, który sam mierzy się z poważnymi ograniczeniami. W wielu częściach kraju brakuje miejsc w rodzinnej pieczy zastępczej, powiaty mają trudności z realizacją orzeczeń sądowych, opiekunowie są przeciążeni, a liczba nowych kandydatów na rodziców maleje. – System coraz częściej działa pod presją dostępności. Decyzje o umieszczeniu dziecka zapadają nie w oparciu o jego indywidualne potrzeby, lecz o to, gdzie akurat jest miejsce. To fundamentalna zmiana logiki działania systemu – z „co jest najlepsze dla dziecka” na „co jest możliwe w danym momencie” – mówi Aleksandra Granada.
Są też dzieci, dla których nikt już domu nie szuka. Zniknęły z systemu pieczy zastępczej, bo umieszczono je w domach pomocy społecznej czy w zakładach leczniczych. To dzieci chore, dodatkowo cierpiące z powodu samotności. – Nawet najlepsza placówka nie jest w stanie zapewnić indywidualnej opieki. Dzieckiem zajmuje się wielu dorosłych, ale żaden z nich nie jest tym jedynym. Nie ma zatem możliwości zbudowania prawdziwych, rodzinnych więzi. Chore dzieci potrzebują tego tak samo jak zdrowe, a może nawet bardziej. Tylko specjalistyczna zawodowa rodzina zastępcza stanowi szansę na dom i miłość. A kandydatów do takiej roli dramatycznie brakuje. Dlatego około 1500 dzieci, w tym małych, mieszka w instytucjach, które nie są do tego przystosowane – mówi Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezes Fundacji Gajusz.
Relacja jako warunek rozwoju
W tej sytuacji kluczowe jest przypomnienie podstawowej rzeczy: dziecko rozwija się w relacji. Nie w systemie. Nie w procedurze. W codziennym doświadczeniu bycia z drugim człowiekiem – w stabilności, przewidywalności i uważności. To właśnie relacja pozwala odbudować poczucie bezpieczeństwa, które zostało naruszone. To ona daje dziecku szansę na rozwój i zmianę. Dlatego rozbudowa rodzinnych form pieczy zastępczej nie jest jedną z opcji systemu. Jest jego fundamentem.
Rodzinność jako realna odpowiedź
Model rodzinnych form opieki, rozwijany m.in. przez SOS Wioski Dziecięce w Polsce, odpowiada na tę potrzebę w sposób systemowy. – Dzieci wychowują się w małych, rodzinnych domach, w których mają stałych opiekunów – rodziców SOS. To osoby, które są z dziećmi na co dzień, budują relację, towarzyszą im w rozwoju, ale jednocześnie nie są pozostawione same sobie. Za nimi stoi system wsparcia: psychologowie, pedagodzy, zespoły specjalistów. – komentuje Aleksandra Sikorska, psycholożka i doradczyni programowa w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce. – To połączenie stabilnej relacji i profesjonalnego wsparcia jest dziś jednym z najbardziej skutecznych modeli pracy z dzieckiem – dodaje Aleksandra Sikorska.
Zmiany systemowe to krok w dobrą stronę – ale nie wystarczą
Procedowana właśnie nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej wyraźnie wskazuje kierunek: większy nacisk na profilaktykę, rozwój pieczy rodzinnej, poprawę warunków pracy opiekunów. To ważna i potrzebna zmiana. Ale sama zmiana przepisów nie rozwiąże problemu, jeśli nie będzie osób gotowych przyjąć dzieci do swoich domów. System może tworzyć ramy. Ale to ludzie tworzą rzeczywistość dziecka.
Brakuje przede wszystkim ludzi
Obecnie największym wyzwaniem systemu pieczy zastępczej jest brak osób, które podejmą się roli rodziców zastępczych. – To powoduje, że dzieci czekają na miejsce, system działa na granicy wydolności, rośnie ryzyko niedopasowania formy opieki do potrzeb dziecka. Bez nowych rodzin nawet najlepiej zaprojektowany system nie będzie w stanie funkcjonować. – komentuje Aleksandra Sikorska.
Dane pokazują, że mamy do czynienia z kryzysem rodzicielstwa. Aż 1 na 300 urodzonych w 2024 r. dzieci nie wróciło ze szpitala do domu, zostały opuszczone. – Tak źle jeszcze nie było. Zbieramy dane od 2007 roku. Bywały lata lepsze i gorsze, ale to, co zadziało się w 2024 r. po prostu poraża. Liczba narodzonych dzieci spadła rok do roku o 20 000, a opuszczeń noworodków było 859. To o 17% więcej niż w roku poprzednim, proporcjonalnie do ogólnej liczby narodzin tak źle jeszcze nie było. Alarmujące są też sygnały o spadku liczby kandydatów na rodziców adopcyjnych. Stąd przykra konkluzja – coraz mniej dzieci ma szanse na nowy dom, a jeśli są chore, to właściwie brak na to nadziei. Dlatego promowanie idei rodzicielstwa zastępczego jeszcze nigdy dotąd nie było tak kluczowe – podsumowuje Aleksandra Marciniak z Fundacji Gajusz.
Kampania w odpowiedzi na kryzys
Właśnie dlatego SOS Wioski Dziecięce w Polsce oraz Fundacja Gajusz przeprowadzą w maju wspólną kampanię rekrutacyjną. Jej celem jest nie tylko znalezienie nowych rodziców, ale także pokazanie, że rodzicielstwo zastępcze jest realną i potrzebną drogą odpowiedzi na jeden z najpoważniejszych kryzysów społecznych. To zaproszenie do podjęcia decyzji o byciu dla dziecka – nie idealnym, ale obecnym, uważnym i gotowym. System pieczy zastępczej znajduje się dziś w decydującym momencie. Może stać się systemem opartym na relacji i rodzinności. Może też pozostać systemem, który reaguje na kryzysy, ale nie jest w stanie im zapobiegać. – To, która z tych dróg zostanie wybrana, zależy nie tylko od zmian systemowych. Zależy od ludzi. Jeśli możesz stworzyć dziecku dom – to jest ten moment.Dzieci już czekają. Nie na system. Na człowieka.– mówi Aleksandra Granada, Dyrektorka Krajowa w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.
Jeśli myślisz o rodzicielstwie zastępczym, zacznij od kontaktu z SOS Wioskami Dziecięcymi – teraz, w nieidealnym momencie. Rozmowa do niczego cię nie zobowiązuje, a może odpowiedzieć na nurtujące pytania i wątpliwości. Odwiedź stronę rodzicesos.org i skontaktuj się z nami pod adresem: rodzice@sos-wd.org. Pamiętaj, że w Wiosce SOS jest cały zespół specjalistów, który wspiera rodziców SOS i dzieci. Nie bój się, wszystkiego cię nauczymy, zostaniesz przeszkolona/y i będziesz mieć czas, by podjąć przemyślaną decyzję. Czekamy na ciebie!
W Fundacji Gajusz na nowy dom czeka aż czworo maluchów. Półroczna Maja, której rozwój utrudnia FAS (alkoholowy zespół płodowy), 4,5-letnia Jagódka, która urodziła się z chorobą neurologiczną, 9-miesięczna Zuzia, która zmaga się z chorobą metaboliczną oraz 9-miesięczny Pawełek, który już w trakcie życia płodowego doświadczył wielu trudów. Osoby, które chciałyby stworzyć dom dla chorego dziecka, proszone są o wiadomość na adres: rodzinazastepcza@gajusz.org.pl i podanie numeru telefonu.
***
Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce od 1984 roku pomaga dzieciom porzuconym, opuszczonym, zagrożonym utratą opieki rodziców. W Polsce działają 4 Wioski SOS, gdzie dzieci pozbawione opieki rodziców biologicznych znajdują ciepły, kochający dom. Jednocześnie stowarzyszenie rozwija działania profilaktyczne w ramach Programu „SOS Rodzinie”, którego celem jest ochrona przed utratą rodziców i zapewnienie kompleksowego wsparcia rodzinom w kryzysie. W ciągu całego roku 2025 z pomocy Programów SOS Wiosek Dziecięcych skorzystało 2 451 dzieci i dorosłych, w tym 1 663 dzieci i młodzieży, z czego 386 w opiece zastępczej i programach młodzieżowych, a 1 277 w Programach Umacniania Rodziny „SOS Rodzinie”.
Fundacja Gajusz od 1998 r. wspiera dzieci chore, opuszczone i okrutnie doświadczone przez los. Pierwszym dużym krokiem w kierunku dzieci wychowujących się poza rodziną biologiczną było założenie Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli. Od tamtej pory pod opieką jednostki było ponad 200 dzieci. Żadne nie trafiło do domu dziecka, bo gdy brak kandydatów na rodzinę adopcyjną, Fundacja Gajusz szuka rodzin zastępczych. W 2018 r. powstało Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie CUKINIA, w którym wsparcie znajdują dzieci wychowujące się w domach dziecka i rodzinach zastępczych oraz dorośli za nie odpowiedzialni. Fundacja prowadzi także kampanię „Leczymy Dzieci Rodziną”, której celem jest znajdowanie rodzin zastępczych dla dzieci chorych. Na koncie ma już ponad 40 takich małych-wielkich cudów.
Choć wojna kojarzy się głównie z dramatem dorosłych i dzieci żyjących w strefach konfliktu, jej konsekwencje sięgają znacznie dalej. Dzieci mieszkające w innych krajach, które nie są bezpośrednio dotknięte działaniami wojennymi, również odczuwają jej skutki. Nie tracą domu ani bezpieczeństwa fizycznego, ale codziennie stykają się z obrazami przemocy w mediach i rozmowami dorosłych. To może prowadzić do stresu, lęku, a nawet poczucia zagrożenia w codziennym życiu.
Media masowe wprowadzają dzieci w świat konfliktów zbrojnych. Relacje zniszczeń, bombardowań czy uchodźców trafiają do wyobraźni najmłodszych, którzy często nie potrafią samodzielnie przetworzyć tych informacji. Nawet jeśli wojna dzieje się setki kilometrów dalej, dzieci odczuwają pośrednie napięcie, które wpływa na ich emocje, koncentrację i relacje rówieśnicze.
Czy dzieci powinny wiedzieć o wojnie?
W obliczu wydarzeń na świecie wielu rodziców zadaje sobie pytanie: czy rozmawiać z dzieckiem o wojnie, czy raczej chronić je przed trudnymi informacjami? Naturalną reakcją dorosłych jest chęć osłonięcia swojego dziecka przed lękiem i brutalnością konfliktów zbrojnych. Jednak całkowite unikanie tematu nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem.
Nawet jeśli dorosłym wydaje się, że do dzieci nie docierają wiadomości o wojnie, może być całkowicie inaczej. Dzieci słyszą więcej niż nam się wydaje, chociażby słyszą rozmowy dorosłych, usłyszą coś w telewizji lub radiu gdy dorośli oglądają, widzą nagłówki w internecie, rozmawiają z rówieśnikami. Brak wyjaśnienia sprawia, że same próbują zrozumieć sytuację, często wyobrażając sobie różne, często przerażające scenariusze. Pojawia się wtedy niepokój, który trudno im nazwać, a któremu dorośli mogą zapobiec jedną rozmową.
Dlatego rozmowa o wojnie jest potrzebna. Należy jednak pamiętać, że musi być prowadzona w sposób dostosowany do wieku dziecka i jego wrażliwości.
Jak rozmawiać z dzieckiem o wojnie?
Rozmowa o wojnie nie powinna być szybkim komunikatem, żeby tylko uspokoić dziecko. Poświęć na to tyle czasu ile dziecko będzie potrzebowało pozostając, nie spłycając emocji dziecka. Ważne jest, aby rozmowę z dzieckiem przeprowadzić spokojnie, nie okazując strachu czy zdenerwowania. Informacje przekazywane dziecku należy dozować, przedstawiać obecną sytuację adekwatnie do jego wieku (podawać tylko najistotniejsze informacje).
Jeżeli zachowanie dziecka nie odbiega od codzienności, jest w dobrym nastroju, to nie ma potrzeby, aby rozpoczynać rozmowę na temat wojny. Natomiast jeśli mamy podejrzenie, że dziecko mogło spotkać się z takimi informacjami, możemy:
Zapytać, np. czego dowiedziało się o wojnie, zweryfikować czy posiadane informacje pochodzą z pewnych źródeł oraz zapytać dziecko, jakie towarzyszą mu emocje, co czuje.
Nie oceniaj emocji dziecka, okaż mu uważność i zainteresowanie.
Nie unikaj rozmowy z dzieckiem, kiedy zaczyna pytać o obecne wydarzenia. Nie zbywaj dzieci zwrotami „nie myśl o tym” lub „wszystko będzie dobrze”. Unikanie rozmowy może przynieść odwrotny efekt – spowodować wzrost poziomu lęku oraz chęć poszukiwania informacji na własną rękę.
Nie udawaj, że „nic się nie dzieje”. Taka reakcja może wywołać niepokój, kiedy świat wokół mówi o zagrożeniu.
Wytłumacz stosownie do wieku dziecka oraz w atmosferze bezpieczeństwa dlaczego w telewizji, internecie nagle pokazują przerażające zdjęcia, filmy, mówią ze strachem o przyszłości.
Mów dzieciom prawdę, ale bez drastycznych szczegółów, nie strasz. Warto też zadbać o to, aby do dzieci nie docierały zbyt drastyczne treści.
Jak odpowiadać na pytania dzieci?
Zamiast mówić: „Nie bój się, nic się nie dzieje.” Powiedz: „Rozumiem, że możesz się bać. To trudny temat, ale jesteśmy tutaj bezpieczni i możesz ze mną o tym rozmawiać.”
Zamiast mówić: „To bardzo straszna wojna, ludzie tam bardzo cierpią.” Powiedz: „Rozumiem, że możesz się bać. To trudny temat, ale jesteśmy tutaj bezpieczni i możesz ze mną o tym rozmawiać.”
Zamiast mówić: „W każdej chwili może wybuchnąć wojna u nas.” Powiedz: „Obecnie jesteśmy w bezpiecznym miejscu i wiele osób pracuje nad tym, żeby konflikty się nie rozprzestrzeniały.”
Zamiast mówić: „Tego i tak nie zrozumiesz, jesteś za mały.” Powiedz: „To skomplikowana sprawa, ale spróbuję ci to wyjaśnić w prosty sposób.”
Zamiast mówić: „Świat jest niebezpieczny.” Powiedz: „Czasem na świecie dzieją się trudne rzeczy, ale jest też wiele miejsc i ludzi, którzy dbają o bezpieczeństwo innych.”
Zamiast mówić: „Nic nie możemy zrobić.” Powiedz: „Możemy pomagać na różne sposoby, na przykład wspierając innych lub okazując życzliwość.”
Emocje dziecka są równie ważne jak fakty
Rozmowa o wojnie to nie tylko przekazywanie informacji, ale przede wszystkim praca z emocjami. Dzieci mogą odczuwać strach, smutek, złość lub bezradność, nawet jeśli nie potrafią tego jasno wyrazić. Zadaniem dorosłego jest stworzenie przestrzeni, w której dziecko może powiedzieć: „Boję się” albo „Nie rozumiem”.
Bagatelizowanie emocji lub szybkie zapewnienia w stylu „nie martw się” mogą przynieść odwrotny skutek. Znacznie lepiej działa uznanie uczuć dziecka i nazwanie ich: „Widzę, że to cię martwi. To normalne, że możesz się bać, gdy słyszysz o takich rzeczach”.
Ważne jest także ograniczenie nadmiaru informacji. Stały kontakt z mediami może potęgować lęk, dlatego warto kontrolować, ile i jakie treści docierają do dziecka.
Rozmowa buduje odporność psychiczną
Rozmawianie z dzieckiem o wojnie nie oznacza odbierania mu dzieciństwa. Wręcz przeciwnie – odpowiednio prowadzony dialog pomaga budować odporność psychiczną, uczy rozumienia świata i rozwija empatię wobec innych ludzi.
Dziecko, które ma możliwość zadawania pytań i wyrażania emocji, lepiej radzi sobie z trudnymi informacjami i rzadziej doświadcza długotrwałego stresu. Milczenie natomiast może prowadzić do nieporozumień, lęków i poczucia osamotnienia.
Dlatego odpowiedź na pytanie „czy rozmawiać z dzieckiem o wojnie” brzmi: tak – ale mądrze, spokojnie i z uważnością na potrzeby dziecka.
Opracowania własne z zasobów Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce
Julia Gomółka
Absolwentka dziennikarstwa Uniwersytety Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Studentka pedagogiki z logopedią na Uczelni Społeczno Medycznej w Warszawie. W Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce pracuje od 2024 roku.
Świetlice środowiskowe w Domanicach i Woli Wodyńskiej prowadzane przez SOS Wioski Dziecięce w Polsce otrzymały wsparcie samorządów Gminy Dominice oraz Gminy Wodynie na realizację zadań publicznych. Dzięki przyznanym środkom możliwe będzie dalsze prowadzenie działań skierowanych do dzieci i młodzieży z regionu. To właśnie tutaj młodzi mieszkańcy mogą bezpiecznie spędzać czas po lekcjach, rozwijać swoje zainteresowania i budować relacje z rówieśnikami.
Miejsca te od lat pełnią ważną rolę w lokalnej społeczności. Dzieci mogą liczyć na pomoc w odrabianiu lekcji, zajęcia rozwijające zainteresowania, warsztaty tematyczne oraz działania integracyjne i profilaktyczne.
„Świetlice środowiskowe to dla wielu dzieci miejsce, w którym mogą rozwijać swoje pasje, odrabiać lekcje, spędzać czas z rówieśnikami i czuć się bezpiecznie. Dzięki wsparciu gminy, możemy tworzyć przestrzeń, która wspiera dzieci w codziennym rozwoju i daje im poczucie stabilności” – mówi Mariola Pisarzak, koordynatorka świetlic SOS w Wodyniach i Domanicach.
Wsparcie gmin na działania świetlic
Środki przekazane przez samorządy pozwalają realizować konkretne zadania na rzecz dzieci i rodzin z regionu. W Gmina Wodynie realizowane jest zadanie publiczne „Radość”, zlecone przez wójta gminy Wojciecha Klepackiego. Projekt prowadzony jest od 2 stycznia do 31 grudnia 2026 roku i jest współfinansowany przez Urząd Gminy Wodynie kwotą 20 tys. zł. W ramach zadania prowadzone są dwie świetlice wsparcia dziennego w formie opiekuńczej. Ich celem jest organizowanie czasu wolnego dzieci i młodzieży z grup ryzyka oraz działania profilaktyczne przeciwdziałające uzależnieniom i innym problemom społecznym, zgodnie z założeniami Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w gminie.
Z kolei w Gmina Domanice realizowane jest zadanie publiczne „Promyk”, zlecone przez wójta gminy Tomasza Misztę. Projekt trwa od 1 stycznia do 31 grudnia 2026 roku i jest współfinansowany przez Urząd Gminy Domanice kwotą 19 500 zł. Jego celem jest wsparcie rodzin i osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej oraz wyrównywanie ich szans poprzez prowadzenie świetlicy wsparcia dziennego w formie opiekuńczej dla dzieci i młodzieży mieszkających na terenie gminy.
SOS Rodzinie
Działalność świetlic wpisuje się w program „SOS Rodzinie”, który skierowany jest przede wszystkim do rodzin, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb dzieci. To właśnie najmłodsi uczestniczą w zajęciach organizowanych w świetlicach, gdzie mogą liczyć na pomoc w nauce, wsparcie specjalistów oraz możliwość rozwijania swoich zainteresowań. Ważną częścią naszej pracy jest także współpraca z rodzicami. Wspieramy ich w budowaniu relacji z dziećmi, dostrzeganiu ich mocnych stron oraz w uważnym reagowaniu na pojawiające się trudności. Poprzez codzienną pracę wychowawców i specjalistów dzieci uczą się współpracy, odpowiedzialności i budowania relacji z innymi. Placówki pomagają wyrównywać szanse edukacyjne oraz wzmacniają kompetencje społeczne najmłodszych mieszkańców gmin.
Każdy może pomóc
Obecnie trwa okres rozliczeń podatkowych, dlatego każdy może w prosty sposób wesprzeć działania na rzecz dzieci. Przekazując 1,5% podatku na rzecz SOS Wioski Dziecięce w Polsce, można pomóc w dbaniu o zdrowie psychiczne naszych podopiecznych, dalszym funkcjonowaniu świetlic środowiskowych oraz rozwijaniu programów wsparcia dla dzieci i rodzin w regionie.
***
Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce od 1984 roku pomaga dzieciom porzuconym, opuszczonym, zagrożonym utratą opieki rodziców. W Polsce działają 4 Wioski SOS, gdzie dzieci pozbawione opieki rodziców biologicznych znajdują ciepły, kochający dom. Jednocześnie stowarzyszenie rozwija działania profilaktyczne w ramach Programu „SOS Rodzinie”, którego celem jest ochrona przed utratą rodziców i zapewnienie kompleksowego wsparcia rodzinom w kryzysie.
Przez cały 2024 rok z pomocy Programów SOS skorzystało 2 489 polskich beneficjentów, w tym 1663 dzieci i młodzieży – 399 w opiece zastępczej oraz 1264 w Programie „SOS Rodzinie”. Oprócz tego, stowarzyszenie pomogło niemal 6 tysiącom osób w Kamerunie i Zimbabwe oraz rozpoczęło pomoc w Tanzanii, a 1436 ukraińskich uchodźców wojennych – głównie dzieci z pieczy zastępczej i ich opiekunowie – otrzymało pomoc terapeutyczną, psychologiczną i wsparcie niezbędne do życia w nowych realiach.
Wioska SOS w Siedlcach prowadzona przez Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce otrzymała wsparcie finansowe od Miasta Siedlce na dalszą opiekę i wychowanie dzieci przebywających w pieczy zastępczej. Dzięki przyznanym środkom możliwe będzie dalsze zapewnianie opieki i wychowania dzieciom, które z różnych powodów nie mogą dorastać w swoich rodzinach biologicznych.
Wioski SOS to miejsce, w którym dzieci i młodzież mogą dorastać w warunkach możliwie najbardziej zbliżonych do rodzinnych. Pod opieką wychowawców i specjalistów mają zapewnione stabilne środowisko, pomoc w nauce, wsparcie psychologiczne oraz możliwość rozwijania swoich pasji i zainteresowań. Domy SOS działające w ramach Wioski zapewniają również wsparcie w budowaniu relacji i przygotowaniu młodych ludzi do samodzielnego życia.
„Dzieci, które trafiają do pieczy zastępczej, bardzo często mają za sobą trudne doświadczenia. Naszym zadaniem jest stworzenie im bezpiecznego domu i zapewnienie wsparcia, które pomoże im odbudować poczucie stabilności i wiary w siebie. Dzięki współpracy z samorządem możemy każdego dnia zapewniać dzieciom opiekę i warunki do zdrowego rozwoju” – mówi Jarosław Świerczewski, Dyrektor Programu SOS Wioski Dziecięce Siedlce.
Miasto Siedlce dofinansowały opiekę nad dziećmi w Wiosce SOS
Środki przekazane przez Miasto Siedlce pozwalają realizować zadanie publiczne pod nazwą „Zapewnienie opieki i wychowania dzieciom w placówkach opiekuńczo–wychowawczych z zapewnieniem wspólnej obsługi ekonomiczno–administracyjnej i organizacyjnej placówek”. Zadanie realizowane jest na podstawie dwóch umów zawartych z Miastem Siedlce: nr 8/2026 z dnia 27 lutego 2026 r. (obejmującej okres od 1 stycznia do 31 stycznia 2026 r.) oraz nr 3/2026 z dnia 25 lutego 2026 r. (obejmującej okres od 1 lutego do 31 grudnia 2026 r.).
Wsparcie przekazywane jest przez Miasto Siedlce przy współpracy z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie w Siedlcach, który odpowiada za realizację działań z zakresu pieczy zastępczej na poziomie lokalnym.
Realizacja wyżej wspomnianego zadania publicznego, współfinansowana jest z dotacji otrzymanej od Miasta Siedlce.
Każdy może pomóc
Trwa okres rozliczeń podatkowych, dlatego każdy może w prosty sposób wesprzeć działania na rzecz dzieci. Przekazując 1,5% podatku na rzecz SOS Wioski Dziecięce w Polsce, można pomóc w zapewnianiu opieki dzieciom pozbawionym wsparcia rodziny, finansowaniu pomocy psychologicznej, zajęć rozwojowych oraz programów przygotowujących młodzież do samodzielnego życia.
***
Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce od 1984 roku pomaga dzieciom porzuconym, opuszczonym, zagrożonym utratą opieki rodziców. W Polsce działają 4 Wioski SOS, gdzie dzieci pozbawione opieki rodziców biologicznych znajdują ciepły, kochający dom. Jednocześnie stowarzyszenie rozwija działania profilaktyczne w ramach Programu „SOS Rodzinie”, którego celem jest ochrona przed utratą rodziców i zapewnienie kompleksowego wsparcia rodzinom w kryzysie.
Przez cały 2024 rok z pomocy Programów SOS skorzystało 2 489 polskich beneficjentów, w tym 1663 dzieci i młodzieży – 399 w opiece zastępczej oraz 1264 w Programie „SOS Rodzinie”. Oprócz tego, stowarzyszenie pomogło niemal 6 tysiącom osób w Kamerunie i Zimbabwe oraz rozpoczęło pomoc w Tanzanii, a 1436 ukraińskich uchodźców wojennych – głównie dzieci z pieczy zastępczej i ich opiekunowie – otrzymało pomoc terapeutyczną, psychologiczną i wsparcie niezbędne do życia w nowych realiach.
Wychowanie 16 dzieci to bez wątpienia coś wyjątkowego. Jadwiga Król w 1999 roku zdecydowała, że swoje życie, plany i rozwój zawodowy skieruje do SOS Wioski Dziecięcej w Biłgoraju. Jej piękna historia porusza, inspiruje, ale też budzi obawę – SOS Wioski Dziecięce od lat zmagają się zbyt małą liczbą kandydatów na Rodziców SOS.
Jej przygoda z rodzicielstwem zastępczym rozpoczęła się z początkiem 1999 roku, kiedy to rozpoczęła procedurę przygotowania się do zawodu Mamy SOS. Przez pół roku pomagała funkcjonującym już rodzinom SOS, przygotowywała się również teoretycznie wraz z pomocą wioskowych specjalistów, psychologów i całej kadry. Był to ważny czas, który umocnił ją w przekonaniu o słuszności swojej decyzji. Praca w Wiosce nie była jej pierwszą – za sobą miała już 19 lat doświadczenia zawodowego, spędzonych głównie w oświacie:
– Przez 15 lat byłam nauczycielką w różnych typach szkół i praca z dziećmi nie była mi obca. Idea SOS Wiosek Dziecięcych to było to czego szukałam. Mogłam stworzyć kochający dom dla dzieci, które były pozbawione opieki rodzicielskiej, jednocześnie mając duże wsparcie ze strony Stowarzyszenia. – opowiada Jadwiga.
Dalej poszło już sprawnie – pod jej opiekę trafiły pierwsze dzieci, za nimi kolejne i tak w ciągu 27 lat swoją opieką objęła w sumie 16 osób, które dzisiaj są już samodzielnymi dorosłymi. To długa przygoda pełna wyzwań, ale też pięknych chwil. Pytana o wybranie najpiękniejszej z nich nie może się zdecydować:
– Życie z taką gromadką przez tak długi czas wywołuje mnóstwo wspomnień. Pięknych wspomnień jest bardzo wiele. To każdy sukces dziecka – wspólnie przeżywane święta, rodzinne uroczystości, wakacje na Śląsku, skąd pochodzę. To ukończone szkoły i studia, pierwsze mieszkania na start w dorosłość. Ale też te małe, codzienne radości, które budują naszą wspólną historię. – wymienia.
Jeśli zaś chodzi o trudności i wyzwania, należą do nich z pewnością emocje i przeżycia, z którymi przychodzą dzieci. Są to historie często pełne strachu, lęku i utraconego zaufania. Choć praca nad uporaniem się z tymi „potworami” jest ciężka, z pomocą specjalistów i terapeutów obecnych w Wiosce, Rodzic SOS i dzieci będące pod jego opieką nigdy nie są sami.
– Jeśli ktoś z Państwa zastanawia się nad byciem Rodzicem zastępczym, zachęcam przede wszystkim, by zajrzeć w swoje serce i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem gotowa dzielić codzienne życie z dziećmi, które dziś są mi obce, ale z czasem staną się moją rodziną? Budowanie wspólnego domu zmienia życie dzieci na lepsze, ale zmienia też nasze własne. To nie jest poświęcenie – wystarczy kochać to, co się robi. Wtedy nie czuje się, że to praca. A na początek – i trochę na zapas – najbardziej przydaje się cierpliwość. – radzi Jadwiga, zwracając się do wszystkich, którzy rozważają zostanie Rodzicem SOS.
Po opuszczeniu Wioski SOS w Biłgoraju, Jadwiga wróci do rodzinnych Gliwic. Nadal będzie utrzymywała kontakt z dziećmi, które pod jej dachem znalazły prawdziwą matczyną miłość, bezpieczeństwo i zrozumienie. Tymczasem, postara się odnaleźć nowe pasje i jak sama mówi Może jeszcze komuś pomogę.
Rodzice SOS potrzebni od zaraz
Takich osób jak Jadwiga jest dziś zdecydowanie za mało. Tymczasem potrzeby są ogromne – tylko w 2025 roku Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce otrzymało ponad 700 zapytań dotyczących przyjęcia dzieci do opieki zastępczej, a mogliśmy przyjąć jedynie 75 Każda nowa Mama lub każdy nowy Tata SOS to realna szansa na bezpieczne, stabilne i szczęśliwe dzieciństwo dla dzieci, które wciąż czekają na swój dom.
Rodzicem SOS może zostać osoba spełniająca określone wymogi formalne – m.in. niepozbawiona ani nieograniczona we władzy rodzicielskiej oraz gotowa do odpowiedzialnej, długofalowej opieki nad dzieckiem. Zapraszamy zarówno kobiety, jak i mężczyzn, małżeństwa oraz osoby niepozostające w związkach małżeńskich.
Kandydaci nie są pozostawieni sami sobie. Na każdym etapie rekrutacji i przygotowania do roli zapewniamy profesjonalne wsparcie. Po podjęciu pracy Rodzice SOS mogą liczyć na stałą pomoc specjalistów – psychologów, pedagogów i innych pracowników Wioski – a także na wsparcie w codziennym funkcjonowaniu domu, system szkoleń czy superwizje.
Osoby zainteresowane pełnieniem roli Rodzica SOS zachęcamy do przesłania CV na adres: rodzice@sos-wd.org lub do wypełnienia formularza zgłoszeniowego na stronie wioskisos.org. Każde zgłoszenie to krok w stronę domu dla dziecka, które na niego czeka.
Dzięki zaangażowaniu darczyńców SOS Wioski Dziecięce mogą tworzyć dla dzieci miejsce, w którym mogą poczuć się zauważone i kochane.
Aby przyłączyć się do wspólnej pomocy przekaż swoje 1,5% procent podatku na rzecz SOS Wiosek Dziecięcych, wpisując nr KRS 0000 056 901 w odpowiednią rubrykę formularza PIT.
***
Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce od 1984 roku pomaga dzieciom porzuconym, opuszczonym, zagrożonym utratą opieki rodziców. Jest częścią organizacji SOS Children’s Villages, obecnej w ponad 130 krajach świata. W Polsce działają 4 Wioski SOS, gdzie dzieci pozbawione opieki rodziców biologicznych znajdują ciepły, kochający dom. Jednocześnie stowarzyszenie rozwija działania profilaktyczne w ramach Programu „SOS Rodzinie”, którego celem jest ochrona przed utratą rodziców i zapewnienie kompleksowego wsparcia rodzinom w kryzysie.
Przez cały 2024 rok z pomocy Programów SOS skorzystało 2 489 polskich beneficjentów, w tym 1663 dzieci i młodzieży – 399 w opiece zastępczej oraz 1264 w Programie „SOS Rodzinie”. Oprócz tego, stowarzyszenie pomogło niemal 6 tysiącom osób w Kamerunie i Zimbabwe oraz rozpoczęło pomoc w Tanzanii, a 1436 ukraińskich uchodźców wojennych – głównie dzieci z pieczy zastępczej i ich opiekunowie – otrzymało pomoc terapeutyczną, psychologiczną i wsparcie niezbędne do życia w nowych realiach.
Aleksandra Rysiewska
+48 513 403 652
mail: aleksandra.rysiewska@sos-wd.org
Kontakt dla darczyńców
Aleksander Rudziński
Tel. +22 843 73 76
Wyślij wiadomość
Zarządzaj zgodą
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.