Rodzice SOS historia Małgosi 

Małgosia obecnie mieszka w domku SOS z czwórką dorastających dzieci i czarnym labradorem. Majowy weekend spędzają razem na wędrówce w Bieszczadach. 

Była późnym dzieckiem w rodzinie i nieco brakowało jej towarzystwa rówieśników. Miała starszego o 8 lat brata i tylko jedną kuzynkę w zbliżonym wieku, reszta kuzynostwa była dużo starsza. Może dlatego już jako nastolatka pomagała w domu małego dziecka. I cały czas ciągnęło ją do dzieci – ich towarzystwo dawało jej dużo radości i pobudzało kreatywność. 

Miała wspaniałych rodziców, takich, którzy oddaliby przysłowiową ostatnią koszulę komuś, kto potrzebuje. Taki sam był (i jest) jej brat. Bycie dla kogoś to naturalny sposób bycia jej rodziny – nie mogła więc być inna. 

Pochodzi z Rzeszowa, studiowała w Krakowie, Lublinie i Wrocławiu. To w Lublinie dowiedziała się, że siostra koleżanki pracowała w SOS Wioskach Dziecięcych i bardzo to sobie chwaliła. 

Małgosia miała przygotowanie, skończyła m.in. pedagogikę resocjalizacyjną i socjoterapię. Wcześniej miała praktyki w więzieniu, pracowała w szkołach (podstawowej i gimnazjum) i w domu dziecka. To właśnie w domu dziecka czuła, że spełnia swoje zawodowe powołanie, jednak i tam czegoś jej brakowało – większego wpływu i ciągłości wychowawczej. 

Nie zdecydowała się na zostanie rodziną zastępczą poza strukturą Stowarzyszenia SOS, bo chciała być częścią wspólnoty złączonej jedną ideą i celem, chciała też mieć gwarancję pomocy w sytuacjach trudnych (a zespoły wsparcia bardzo się w takich chwilach przydają). Poza tym problemem mogły być warunki mieszkaniowe. Małgosia mieszkała co prawda wraz z rodzicami w domu z ogrodem, ale jej mama już wtedy była przewlekle chora i wprowadzenie tam dzieci byłoby trudne i niekomfortowe zarówno dla nich, jak i dla chorej. 

Kiedy już bardzo poważnie rozważała pracę w SOS Wioskach Dziecięcych, Małgosia postanowiła się jeszcze zmierzyć z dużym dla niej wyzwaniem – przedszkolakami. Przez lata studiów i pracy opiekowała się dziećmi starszymi i nie znała specyfiki opieki nad kilkulatkami. Zatrudniła się jako niania dwóch małych dziewczynek, by zobaczyć czy się sprawdzi w tej roli. Chciała poznać swoje możliwości i potrzeby małych dzieci na wypadek, gdyby w Wiosce SOS przydzielono jej przedszkolaki.   

Dopiero z taką wiedzą i praktyką wzięła udział w rekrutacji. Małgosia zaczęła pracę jako mama SOS w wieku 36 lat i na początku objęła opieką piątkę dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Bardzo jej zależało na stworzeniu stabilnych warunków, spędzaniu razem codzienności, dzieleniu zwykłego życia. I tak w ciągu 15 lat pracy dzieliła i dom, i serce z jedenaściorgiem dzieci – jak jedne dzieci dorastały i odchodziły (usamodzielniały się, przechodziły do wspólnot dedykowanych dla młodzieży lub wracały do rodzin biologicznych), to przychodziły kolejne dzieci. Za moment, po skończeniu szkoły średniej kolejny młody człowiek się usamodzielni i znów w SOS-owej rodzinie Małgorzaty pojawią się nowe dzieci. 

Gdy pytam o ewentualne obawy, Małgosia wspomina o epilepsji. Bała się, że powierzone jej dzieci będą chore właśnie na tę chorobę (zetknęła się z nią będąc nauczycielką i nie była pewna, czy podoła opiece nad dziećmi z tą chorobą). Czasem jest tak, że życie konfrontuje nas z tym, czego się najbardziej obawiamy i Małgosia rzeczywiście musiała się z tą chorobą u dzieci zmierzyć i to nie w jednym, a w kilku przypadkach. Mówi, że życie bywa przewrotne, ale wierzy, że wszystko – również to – dzieje się po coś. 

Gdy pytam o psa w domu pełnym dzieci, dowiaduję się, że zrównoważony, łagodny pies ze sprawdzonej hodowli okazał się wspaniałym kompanem. Dziś ma już ponad 11 lat, siwy pysk i jest wiernym przyjacielem dzieci –  jak powiedziała usamodzielniona już wychowanka Małgosi: „ciocia wie o nas dużo, ale Lucky wie o nas wszystko”. To on jest powiernikiem pierwszych miłości, pierwszych rozstań, sukcesów szkolnych i perypetii, o których ciocia nie powinna wiedzieć.  

Osobom, które rozważają zostanie rodzicem SOS Małgosia powiedziałaby, że obawy zawsze będą. Nie ma sensu czekać, ale też nie trzeba od razu podejmować decyzji. Najpierw są rozmowy, tydzień wolontariatu w wiosce SOS, potem staż – jest czas na sprawdzenie, czy to praca dla was. 

„Gdybym czekała na idealny moment, to… 

… nie zrobiłabym nic w życiu. I to nie tylko pracowniczym, ale też osobistym. Bo nie ma idealnego momentu. Nie ruszyłabym z miejsca, nie zrealizowałabym żadnego pragnienia, żadnego marzenia”. 

Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/

Rodzice SOS historia Joli

Niewysoka, energiczna blondynka w średnim wieku – patrząc na nią nie powiedziałbyś, że wychowała 19 dzieci. Kilkoro z nich nadal wychowuje.

Można pomyśleć, że Jola trafiła do Stowarzyszenia, bo tak ułożyły się okoliczności, ale być może myśl o pracy z dziećmi od zawsze miała gdzieś z tyłu głowy.

Mieszkała na Pomorzu, miała dwoje rodzeństwa, a gdy pojawiła się możliwość nauki w liceum o profilu pedagogicznym, od razu z niej skorzystała. Oznaczało to konieczność zamieszkania w internacie i powrotów do domu tylko na weekendy, ale Jola czuła, że to kierunek dla niej.

Po skończeniu szkoły pracowała w różnych miejscach, jako opiekunka środowiskowa, na recepcji, przez jakiś czas nawet dorywczo nad morzem. W 2003 roku bezrobocie w Polsce osiągnęło poziom 20,7 procent, najwyższy w III RP. W tym samym roku siostra Joli przyniosła z Urzędu Pracy informację, że SOS Wioski Dziecięce w Polsce poszukują asystenta wychowawcy do pracy w Wiosce SOS.

Asystent to osoba, która wspiera wychowawców i Rodziców SOS w codziennych obowiązkach – pomaga przygotowywać posiłki, zaprowadzać dzieci do szkoły, prowadzić dom. Asystent przejmuje także opiekę nad dziećmi w czasie, gdy Rodzic SOS jest na urlopie lub poza Wioską.

Jola nie zastanawiała się długo przed kontaktem ze Stowarzyszeniem. Nie przerażała jej przeprowadzka w inną część Polski, ale nie myślała też, że kiedyś zostanie Mamą SOS. Jechała do pracy, której potrzebowała i gdzie potrzebowano jej. Jak sama mówi, po prostu taka jest. Jest osobą, która nawet się nie zastanawia, gdy trzeba komuś pomóc.

Przez kilka lat pracowała jako asystentka, na początku dość często jeździła na Pomorze, ale z czasem poznawała coraz więcej ludzi na miejscu, przyzwyczajała się i zapuszczała korzenie. Lubiła swoją pracę i doskonale się w niej sprawdzała, więc gdy jedna z Mam SOS opuszczała wioskę, dyrekcja zaproponowała Joli przejęcie tej roli.

Mimo zdobytego doświadczenia nieco się obawiała nowej roli, stałej opieki nad konkretnymi dziećmi, ale miała świadomość, że nie będzie musiała radzić sobie sama. Bardzo docenia wsparcie innych Mam SOS, administracji, pedagoga i psychologów.

Od 2007 roku Jola pełni rolę Mamy SOS. W tym czasie zawsze miała co najmniej piątkę dzieci pod opieką, a zdarzało się więcej. Jedno z dzieci zostało adoptowane, jedno wróciło do rodziny pochodzenia, część się już usamodzielniła i ciągle przychodziły nowe.

Opieka nad piątką czy siódemką dzieci nie przeszkodziła Joli w skończeniu pięcioletnich studiów w systemie zaocznym, a potem jeszcze studiów podyplomowych. Jest człowiekiem czynu, trochę niespokojnym duchem, dużo podróżuje, a z wypraw przywozi magnesy, które w domku SOS kolekcjonują. Często wraz z dziećmi zajmują się rękodziełem – malują, lepią z gipsu, modeliny, gliny, wycinają z papieru, przygotowują okolicznościowe ozdoby. Na początku tworzyła sama, ale z czasem dołączało do niej coraz więcej dzieci.

Osobom rozważającym pracę jako Rodzic SOS chciałaby przekazać, że to musi być przemyślana decyzja. Dzieci trafiające do wioski zostały już co najmniej raz zawiedzione, więc przed podpisaniem ostatecznej umowy warto mieć pewność. W tej pracy są momenty trudne, ale bywają też naprawdę piękne chwile. Dzieci są różne, z problemami, traumami, ale każde ma potencjał, choć czasem wymaga dużo pracy.

„Gdybym czekała na idealny moment, nie byłoby mnie tutaj. W trakcie tych lat poznałam dużo fajnych osób, znalazłam prawdziwą przyjaciółkę. Cieszę się, że tu trafiłam. Myślę, że to jest to” – mówi Jola na koniec naszej rozmowy. My też się cieszymy, że trafiła do SOS.

Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/

Rodzice SOS historia Wioli 

Energiczna, ciemnowłosa, w średnim wieku, mówi, że jest w swojej wiosce SOS pierwszą osobą, która zdecydowała się na bycie mamą SOS mając swoje dziecko. Pochodzi z Bydgoszczy, w SOS Wioskach Dziecięcych zaczęła pracować 15 lat temu. 

Wioletta, dla znajomych Wiolcia, od dziecka była przyzwyczajona do przebywania w licznym gronie – jej tata miał czternaścioro rodzeństwa, ona była starszą siostrą dwóch braci. Wzrusza się, opowiadając o cieple, które wyniosła z domu, przedwczesnym odejściu babci i ogromnej miłości mamy. 

Córka Wioletty, choć nie miała rodzeństwa, nie była wychowywana jak typowa jedynaczka, po lekcjach szła do świetlicy, skąd na zmianę z mamą odbierali ją dziadkowie. Wiola pracowała, studiowała i zajmowała się dzieckiem. „Nie chciałam, by córka była tylko głaskana. Ważne, żeby potem umiała poradzić sobie w życiu” – mówi. 

To kolega z pracy podsunął jej ulotkę o poszukiwaniu Rodziców SOS, mówiąc że idealnie by pasowała. Na ulotce była mapa z czterema lokalizacjami (Karlino, Siedlce, Biłgoraj, Kraśnik) i adres strony internetowej. Wioletta weszła na stronę stowarzyszenia, poczytała, posprawdzała i zaczęła się zastanawiać czy to dobra droga dla niej. 

Sytuację nieco ułatwiał fakt, że córka Wioletty niedługo miała kończyć szkołę podstawową i wybierać gimnazjum – mogłaby poszukać szkoły blisko Wioski SOS, w której pracowałaby Wiola. Przeanalizowały pod tym kątem położenie każdej z wiosek. Córka Wioli potrzebowała chwili, by przemyśleć ten pomysł. Bardzo ważne było dla niej, by mogły zabrać ze sobą kotkę Tolkę, dachowca który z nimi mieszkał. To było pierwsze pytanie, które później zadała dyrektorowi wioski. 

Był początek maja, wszystko się zieleniło i kwitło, Wioletta pojechała pierwszy raz do wioski i zakochała się w tamtym miejscu. Później przyjechała z córką. Ustalono, że kot też mógłby się wprowadzić, Wiola przeszła rekrutację, poznała pracowników i mieszkańców wioski. Nim zaczęła staż, nadszedł czas wyboru szkoły dla córki. Wybrały taką w okolicy wioski SOS i przeniosły całe swoje życie jeszcze przed podpisaniem umowy o zatrudnienie. To była odważna decyzja, ale Wioletta już wtedy czuła, że to miejsce dla niej. Do dziś uwielbia swoją pracę, realizuje się w niej i sumiennie spełnia rolę mamy SOS. 

Na początku wzięła pod opiekę czwórkę małych dzieci. Rok później jeszcze troje. Spora różnica wieku między nimi, a biologiczną córką Wioli pozwoliła uniknąć zazdrości wśród dzieci. Do dziś, mimo usamodzielnienia najstarszych, mają ze sobą dobry kontakt, a ciocia Wiola jest zawsze gotowa wesprzeć dobrym słowem. 

Zresztą, w tym domu chyba nie da się inaczej. Wioletta bardzo dba o domową, przyjazną i ciepłą atmosferę, dobrze gotuje – bigos z przepisu jej mamy nie ma sobie równych – stara się, by dzieciom, które wychowuje, dom kojarzył się z zapachem świeżego prania i gorącej szarlotki własnego wypieku. Przypuszcza, ze jest jedyną Mamą SOS, która przez 15 lat (od samego początku) pracuje z tą samą asystentką, ciocią Agatą. 

Wykształcenie pedagogiczne, doświadczenie pracy z niepełnosprawnymi dziećmi w domu pomocy społecznej i staż dały Wioli umiejętności, które wykorzystuje obecnie. Pracując z dziećmi w DPS musiała zwracać uwagę na szczegóły, czytać z mowy ciała. W Wiosce SOS to się bardzo przydaje – dzieci przychodzą nieufne, z bagażem doświadczeń, lękiem i traumami. Zaczyna się od cierpliwości, obecności, obserwacji. Dzieci na początku są wycofane, ostrożne i czujne. 

Wioletta jest entuzjastką ruchu i jazdy na rowerze. Teraz, gdy dzieci podrosły, robią razem nawet 20 kilometrów dziennie na rowerach. Aktywność fizyczna pozwala Wioli na „przewietrzenie głowy”, złapanie dystansu i relaks. 

Gdy pytam, co mogłaby przekazać osobom rozważającym zostanie Rodzicem SOS, mówi, że jeśli ma się empatię i lubi dzieci, warto spróbować, sprawdzić. Czasami trzeba jakiegoś bodźca, momentu, by uwierzyć w siebie. Jej zdaniem najważniejsze jest otwarcie na drugiego człowieka. To, czy się nadajesz, sprawdzisz w rekrutacji. Są rozmowy, jest staż, jeden dzień lepszy, drugi gorszy. Praca z człowiekiem, z dzieckiem jest nieprzewidywalna. „Nie ma szablonu, który można by przyłożyć. Każde dziecko jest taką kłódką, do której trzeba znaleźć odpowiedni kluczyk”. Ważny jest zespół wsparcia, asystent i specjaliści– to ogromnie ułatwia pracę. Staż to świetny czas na sprawdzenie się, poznanie warunków, zasad. Nikt nie jest rzucany od razu na głęboką wodę. W opiece nad dziećmi ważne jest opanowanie, empatia, budowanie zaufania, umiejętność słuchania, stałość, przewidywalność. Chaos niczemu nie służy. Jak mawiał jej dziadek, podejmujmy decyzje w dzień, bo dzień jest mądrzejszy od nocy. 

„Gdybym czekała na idealny moment, to… 

On by nigdy nie nastąpił. Zawsze byłby nie ten czas i nie ta pora”.

Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/

„System na granicy wydolności” Eksperci o sytuacji dzieci w pieczy zastępczej

Polski system pieczy zastępczej znalazł się w stanie głębokiego kryzysu. Skala problemu rośnie szybciej niż zdolność systemu do reagowania. Dziś już 1 na 100 dzieci w Polsce przebywa w pieczy zastępczej. Jednocześnie blisko 1900 dzieci – mimo orzeczenia sądu – czeka na miejsce, które zapewni im bezpieczeństwo. To oznacza, że setki dzieci pozostają w rodzinach biologicznych, które nie są dla nich bezpieczne i nie zaspokajają ich podstawowych potrzeb. Kolejne 1500 chorych dzieci mieszka w placówkach typu DPS czy ZOL i nikt nie szuka dla nich rodziny. A w 2024 r. 1 na 300 noworodków został opuszczony przez rodziców. To nie jest prognoza. To rzeczywistość. Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce i Fundacja Gajusz łączą siły, by wspólnym, eksperckim głosem mówić o kryzysie rodzicielstwa.

Kryzys, którego nie widać od razu

To, co widzimy obecnie w pieczy zastępczej, jest efektem procesów, które zaczynają się znacznie wcześniej. Kryzys nie nastaje w momencie odebrania dziecka z rodziny. Zaczyna się wtedy, gdy rodzina przestaje sobie radzić, a wsparcie nie pojawia się na czas albo nie jest wystarczające. – System wciąż w zbyt dużym stopniu działa reaktywnie. Pomoc uruchamiana jest w momencie eskalacji problemów, a nie na etapie, kiedy można jeszcze skutecznie wzmocnić rodzinę i zapobiec rozdzieleniu. W efekcie co roku tysiące dzieci trafiają do pieczy zastępczej, a tylko część z nich wraca do rodzin biologicznych. To pokazuje, że system nie zatrzymuje kryzysów – przejmuje ich konsekwencje.tłumaczy Aleksandra Granada, Dyrektorka Krajowa w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Przeciążony system nie jest w stanie odpowiedzieć na potrzeby dzieci

Gdy dzieci trafiają do pieczy, trafiają do systemu, który sam mierzy się z poważnymi ograniczeniami. W wielu częściach kraju brakuje miejsc w rodzinnej pieczy zastępczej, powiaty mają trudności z realizacją orzeczeń sądowych, opiekunowie są przeciążeni, a liczba nowych kandydatów na rodziców maleje.
System coraz częściej działa pod presją dostępności. Decyzje o umieszczeniu dziecka zapadają nie w oparciu o jego indywidualne potrzeby, lecz o to, gdzie akurat jest miejsce. To fundamentalna zmiana logiki działania systemu – z „co jest najlepsze dla dziecka” na „co jest możliwe w danym momencie” – mówi Aleksandra Granada.

Są też dzieci, dla których nikt już domu nie szuka. Zniknęły z systemu pieczy zastępczej, bo umieszczono je w domach pomocy społecznej czy w zakładach leczniczych. To dzieci chore, dodatkowo cierpiące z powodu samotności. – Nawet najlepsza placówka nie jest w stanie zapewnić indywidualnej opieki. Dzieckiem zajmuje się wielu dorosłych, ale żaden z nich nie jest tym jedynym. Nie ma zatem możliwości zbudowania prawdziwych, rodzinnych więzi. Chore dzieci potrzebują tego tak samo jak zdrowe, a może nawet bardziej. Tylko specjalistyczna zawodowa rodzina zastępcza stanowi szansę na dom i miłość. A kandydatów do takiej roli dramatycznie brakuje. Dlatego około 1500 dzieci, w tym małych, mieszka w instytucjach, które nie są do tego przystosowane – mówi Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezes Fundacji Gajusz.

Relacja jako warunek rozwoju

W tej sytuacji kluczowe jest przypomnienie podstawowej rzeczy: dziecko rozwija się w relacji. Nie w systemie. Nie w procedurze. W codziennym doświadczeniu bycia z drugim człowiekiem – w stabilności, przewidywalności i uważności. To właśnie relacja pozwala odbudować poczucie bezpieczeństwa, które zostało naruszone. To ona daje dziecku szansę na rozwój i zmianę. Dlatego rozbudowa rodzinnych form pieczy zastępczej nie jest jedną z opcji systemu. Jest jego fundamentem.

Rodzinność jako realna odpowiedź

Model rodzinnych form opieki, rozwijany m.in. przez SOS Wioski Dziecięce w Polsce, odpowiada na tę potrzebę w sposób systemowy. – Dzieci wychowują się w małych, rodzinnych domach, w których mają stałych opiekunów – rodziców SOS. To osoby, które są z dziećmi na co dzień, budują relację, towarzyszą im w rozwoju, ale jednocześnie nie są pozostawione same sobie. Za nimi stoi system wsparcia: psychologowie, pedagodzy, zespoły specjalistów. – komentuje Aleksandra Sikorska, psycholożka i doradczyni programowa w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce. – To połączenie stabilnej relacji i profesjonalnego wsparcia jest dziś jednym z najbardziej skutecznych modeli pracy z dzieckiemdodaje Aleksandra Sikorska.

Zmiany systemowe to krok w dobrą stronę – ale nie wystarczą

Procedowana właśnie nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej wyraźnie wskazuje kierunek: większy nacisk na profilaktykę, rozwój pieczy rodzinnej, poprawę warunków pracy opiekunów. To ważna i potrzebna zmiana. Ale sama zmiana przepisów nie rozwiąże problemu, jeśli nie będzie osób gotowych przyjąć dzieci do swoich domów. System może tworzyć ramy. Ale to ludzie tworzą rzeczywistość dziecka.

Brakuje przede wszystkim ludzi

Obecnie największym wyzwaniem systemu pieczy zastępczej jest brak osób, które podejmą się roli rodziców zastępczych. – To powoduje, że dzieci czekają na miejsce, system działa na granicy wydolności, rośnie ryzyko niedopasowania formy opieki do potrzeb dziecka. Bez nowych rodzin nawet najlepiej zaprojektowany system nie będzie w stanie funkcjonować. – komentuje Aleksandra Sikorska.

Dane pokazują, że mamy do czynienia z kryzysem rodzicielstwa. Aż 1 na 300 urodzonych w 2024 r. dzieci nie wróciło ze szpitala do domu, zostały opuszczone.  – Tak źle jeszcze nie było. Zbieramy dane od 2007 roku. Bywały lata lepsze i gorsze, ale to, co zadziało się w 2024 r. po prostu poraża. Liczba narodzonych dzieci spadła rok do roku o 20 000, a opuszczeń noworodków było 859. To o 17% więcej niż w roku poprzednim, proporcjonalnie do ogólnej liczby narodzin tak źle jeszcze nie było. Alarmujące są też sygnały o spadku liczby kandydatów na rodziców adopcyjnych. Stąd przykra konkluzja – coraz mniej dzieci ma szanse na nowy dom, a jeśli są chore, to właściwie brak na to nadziei. Dlatego promowanie idei rodzicielstwa zastępczego jeszcze nigdy dotąd nie było tak kluczowe – podsumowuje Aleksandra Marciniak z Fundacji Gajusz.

Kampania w odpowiedzi na kryzys

Właśnie dlatego SOS Wioski Dziecięce w Polsce oraz Fundacja Gajusz przeprowadzą w maju wspólną kampanię rekrutacyjną. Jej celem jest nie tylko znalezienie nowych rodziców, ale także pokazanie, że rodzicielstwo zastępcze jest realną i potrzebną drogą odpowiedzi na jeden z najpoważniejszych kryzysów społecznych. To zaproszenie do podjęcia decyzji o byciu dla dziecka – nie idealnym, ale obecnym, uważnym i gotowym. System pieczy zastępczej znajduje się dziś w decydującym momencie. Może stać się systemem opartym na relacji i rodzinności. Może też pozostać systemem, który reaguje na kryzysy, ale nie jest w stanie im zapobiegać. – To, która z tych dróg zostanie wybrana, zależy nie tylko od zmian systemowych. Zależy od ludzi. Jeśli możesz stworzyć dziecku dom – to jest ten moment. Dzieci już czekają. Nie na system. Na człowieka. mówi Aleksandra Granada, Dyrektorka Krajowa w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Jeśli myślisz o rodzicielstwie zastępczym, zacznij od kontaktu z SOS Wioskami Dziecięcymi – teraz, w nieidealnym momencie. Rozmowa do niczego cię nie zobowiązuje, a może odpowiedzieć na nurtujące pytania i wątpliwości. Odwiedź stronę rodzicesos.org i skontaktuj się z nami pod adresem: rodzice@sos-wd.org. Pamiętaj, że w Wiosce SOS jest cały zespół specjalistów, który wspiera rodziców SOS i dzieci. Nie bój się, wszystkiego cię nauczymy, zostaniesz przeszkolona/y i będziesz mieć czas, by podjąć przemyślaną decyzję. Czekamy na ciebie!

W Fundacji Gajusz na nowy dom czeka aż czworo maluchów. Półroczna Maja, której rozwój utrudnia FAS (alkoholowy zespół płodowy), 4,5-letnia Jagódka, która urodziła się z chorobą neurologiczną, 9-miesięczna Zuzia, która zmaga się z chorobą metaboliczną oraz 9-miesięczny Pawełek, który już w trakcie życia płodowego doświadczył wielu trudów. Osoby, które chciałyby stworzyć dom dla chorego dziecka, proszone są o wiadomość na adres: rodzinazastepcza@gajusz.org.pl i podanie numeru telefonu.

***

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce od 1984 roku pomaga dzieciom porzuconym, opuszczonym, zagrożonym utratą opieki rodziców. W Polsce działają 4 Wioski SOS, gdzie dzieci pozbawione opieki rodziców biologicznych znajdują ciepły, kochający dom. Jednocześnie stowarzyszenie rozwija działania profilaktyczne w ramach Programu „SOS Rodzinie”, którego celem jest ochrona przed utratą rodziców i zapewnienie kompleksowego wsparcia rodzinom w kryzysie. W ciągu całego roku 2025 z pomocy Programów SOS Wiosek Dziecięcych skorzystało 2 451 dzieci i dorosłych, w tym 1 663 dzieci i młodzieży, z czego 386 w opiece zastępczej i programach młodzieżowych, a 1 277 w Programach Umacniania Rodziny „SOS Rodzinie”.

Fundacja Gajusz od 1998 r. wspiera dzieci chore, opuszczone i okrutnie doświadczone przez los. Pierwszym dużym krokiem w kierunku dzieci wychowujących się poza rodziną biologiczną było założenie  Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli. Od tamtej pory pod opieką jednostki było ponad 200 dzieci. Żadne nie trafiło do domu dziecka, bo gdy brak kandydatów na rodzinę adopcyjną, Fundacja Gajusz szuka rodzin zastępczych. W 2018 r. powstało Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie CUKINIA, w którym wsparcie znajdują dzieci wychowujące się w domach dziecka i rodzinach zastępczych oraz dorośli za nie odpowiedzialni. Fundacja prowadzi także kampanię „Leczymy Dzieci Rodziną”, której celem jest znajdowanie rodzin zastępczych dla dzieci chorych. Na koncie ma już ponad 40 takich małych-wielkich cudów.

Jak i czy w ogóle rozmawiać z dzieckiem o wojnie?

Wojna, która dociera mimo kilometrów

Choć wojna kojarzy się głównie z dramatem dorosłych i dzieci żyjących w strefach konfliktu, jej konsekwencje sięgają znacznie dalej. Dzieci mieszkające w innych krajach, które nie są bezpośrednio dotknięte działaniami wojennymi, również odczuwają jej skutki. Nie tracą domu ani bezpieczeństwa fizycznego, ale codziennie stykają się z obrazami przemocy w mediach i rozmowami dorosłych. To może prowadzić do stresu, lęku, a nawet poczucia zagrożenia w codziennym życiu.

Media masowe wprowadzają dzieci w świat konfliktów zbrojnych. Relacje zniszczeń, bombardowań czy uchodźców trafiają do wyobraźni najmłodszych, którzy często nie potrafią samodzielnie przetworzyć tych informacji. Nawet jeśli wojna dzieje się setki kilometrów dalej, dzieci odczuwają pośrednie napięcie, które wpływa na ich emocje, koncentrację i relacje rówieśnicze.

Czy dzieci powinny wiedzieć o wojnie?

W obliczu wydarzeń na świecie wielu rodziców zadaje sobie pytanie: czy rozmawiać z dzieckiem o wojnie, czy raczej chronić je przed trudnymi informacjami? Naturalną reakcją dorosłych jest chęć osłonięcia swojego dziecka przed lękiem i brutalnością konfliktów zbrojnych. Jednak całkowite unikanie tematu nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem.

Nawet jeśli dorosłym wydaje się, że do dzieci nie docierają wiadomości o wojnie, może być całkowicie inaczej. Dzieci słyszą więcej niż nam się wydaje, chociażby słyszą rozmowy dorosłych, usłyszą coś w telewizji lub radiu gdy dorośli oglądają, widzą nagłówki w internecie, rozmawiają z rówieśnikami. Brak wyjaśnienia sprawia, że same próbują zrozumieć sytuację, często wyobrażając sobie różne, często przerażające scenariusze. Pojawia się wtedy niepokój, który trudno im nazwać, a któremu dorośli mogą zapobiec jedną rozmową.

Dlatego rozmowa o wojnie jest potrzebna. Należy jednak pamiętać, że musi być prowadzona w sposób dostosowany do wieku dziecka i jego wrażliwości.

Jak rozmawiać z dzieckiem o wojnie?

Rozmowa o wojnie nie powinna być szybkim komunikatem, żeby tylko uspokoić dziecko. Poświęć na to tyle czasu ile dziecko będzie potrzebowało pozostając, nie spłycając emocji dziecka. Ważne jest, aby rozmowę z dzieckiem przeprowadzić spokojnie, nie okazując strachu czy zdenerwowania. Informacje przekazywane dziecku należy dozować, przedstawiać obecną sytuację adekwatnie do jego wieku (podawać tylko najistotniejsze informacje).

Jeżeli zachowanie dziecka nie odbiega od codzienności, jest w dobrym nastroju, to nie ma potrzeby, aby rozpoczynać rozmowę na temat wojny. Natomiast jeśli mamy podejrzenie, że dziecko mogło spotkać się z takimi informacjami, możemy:

  1. Zapytać, np. czego dowiedziało się o wojnie, zweryfikować czy posiadane informacje pochodzą z pewnych źródeł oraz zapytać dziecko, jakie towarzyszą mu emocje, co czuje.
  2. Nie oceniaj emocji dziecka, okaż mu uważność i zainteresowanie.
  3. Nie unikaj rozmowy z dzieckiem, kiedy zaczyna pytać o obecne wydarzenia. Nie zbywaj dzieci zwrotami „nie myśl o tym” lub „wszystko będzie dobrze”. Unikanie rozmowy może przynieść odwrotny efekt – spowodować wzrost poziomu lęku oraz chęć poszukiwania informacji na własną rękę.
  4. Nie udawaj, że „nic się nie dzieje”. Taka reakcja może wywołać niepokój, kiedy świat wokół mówi o zagrożeniu.
  5. Wytłumacz stosownie do wieku dziecka oraz w atmosferze bezpieczeństwa dlaczego w telewizji, internecie nagle pokazują przerażające zdjęcia, filmy, mówią ze strachem o przyszłości.
  6. Mów dzieciom prawdę, ale bez drastycznych szczegółów, nie strasz. Warto też zadbać o to, aby do dzieci nie docierały zbyt drastyczne treści.

Jak odpowiadać na pytania dzieci?

Zamiast mówić: „Nie bój się, nic się nie dzieje.”
Powiedz: „Rozumiem, że możesz się bać. To trudny temat, ale jesteśmy tutaj bezpieczni i możesz ze mną o tym rozmawiać.”

Zamiast mówić: „To bardzo straszna wojna, ludzie tam bardzo cierpią.”
Powiedz: „Rozumiem, że możesz się bać. To trudny temat, ale jesteśmy tutaj bezpieczni i możesz ze mną o tym rozmawiać.”

Zamiast mówić: „W każdej chwili może wybuchnąć wojna u nas.”
Powiedz: „Obecnie jesteśmy w bezpiecznym miejscu i wiele osób pracuje nad tym, żeby konflikty się nie rozprzestrzeniały.”

Zamiast mówić: „Tego i tak nie zrozumiesz, jesteś za mały.”
Powiedz: „To skomplikowana sprawa, ale spróbuję ci to wyjaśnić w prosty sposób.”

Zamiast mówić: „Świat jest niebezpieczny.”
Powiedz: „Czasem na świecie dzieją się trudne rzeczy, ale jest też wiele miejsc i ludzi, którzy dbają o bezpieczeństwo innych.”

Zamiast mówić: „Nic nie możemy zrobić.”
Powiedz: „Możemy pomagać na różne sposoby, na przykład wspierając innych lub okazując życzliwość.”

Emocje dziecka są równie ważne jak fakty

Rozmowa o wojnie to nie tylko przekazywanie informacji, ale przede wszystkim praca z emocjami. Dzieci mogą odczuwać strach, smutek, złość lub bezradność, nawet jeśli nie potrafią tego jasno wyrazić. Zadaniem dorosłego jest stworzenie przestrzeni, w której dziecko może powiedzieć: „Boję się” albo „Nie rozumiem”.

Bagatelizowanie emocji lub szybkie zapewnienia w stylu „nie martw się” mogą przynieść odwrotny skutek. Znacznie lepiej działa uznanie uczuć dziecka i nazwanie ich: „Widzę, że to cię martwi. To normalne, że możesz się bać, gdy słyszysz o takich rzeczach”.

Ważne jest także ograniczenie nadmiaru informacji. Stały kontakt z mediami może potęgować lęk, dlatego warto kontrolować, ile i jakie treści docierają do dziecka.

Rozmowa buduje odporność psychiczną

Rozmawianie z dzieckiem o wojnie nie oznacza odbierania mu dzieciństwa. Wręcz przeciwnie – odpowiednio prowadzony dialog pomaga budować odporność psychiczną, uczy rozumienia świata i rozwija empatię wobec innych ludzi.

Dziecko, które ma możliwość zadawania pytań i wyrażania emocji, lepiej radzi sobie z trudnymi informacjami i rzadziej doświadcza długotrwałego stresu. Milczenie natomiast może prowadzić do nieporozumień, lęków i poczucia osamotnienia.

Dlatego odpowiedź na pytanie „czy rozmawiać z dzieckiem o wojnie” brzmi: tak – ale mądrze, spokojnie i z uważnością na potrzeby dziecka.


Źródła:

Jak rozmawiać z dzieckiem o wojnie, gov.pl, Żelków – Kolonia dn. 28.02.2022r

Jak rozmawiać z dzieckiem o wojnie? Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce, Warszawa 2022r.

Opracowania własne z zasobów Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce


Julia Gomółka

Absolwentka dziennikarstwa Uniwersytety Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Studentka pedagogiki z logopedią na Uczelni Społeczno Medycznej w Warszawie. W Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce pracuje od 2024 roku.

Inwestycja w lepsze jutro dzieci. Gminy Domanice i Wodynie wsparły świetlice prowadzone przez SOS Wioski Dziecięce

Świetlice środowiskowe w Domanicach i Woli Wodyńskiej prowadzane przez SOS Wioski Dziecięce w Polsce otrzymały wsparcie samorządów Gminy Dominice oraz Gminy Wodynie na realizację zadań publicznych. Dzięki przyznanym środkom możliwe będzie dalsze prowadzenie działań skierowanych do dzieci i młodzieży z regionu. To właśnie tutaj młodzi mieszkańcy mogą bezpiecznie spędzać czas po lekcjach, rozwijać swoje zainteresowania i budować relacje z rówieśnikami.

Miejsca te od lat pełnią ważną rolę w lokalnej społeczności. Dzieci mogą liczyć na pomoc w odrabianiu lekcji, zajęcia rozwijające zainteresowania, warsztaty tematyczne oraz działania integracyjne i profilaktyczne.

„Świetlice środowiskowe to dla wielu dzieci miejsce, w którym mogą rozwijać swoje pasje, odrabiać lekcje, spędzać czas z rówieśnikami i czuć się bezpiecznie. Dzięki wsparciu gminy, możemy tworzyć przestrzeń, która wspiera dzieci w codziennym rozwoju i daje im poczucie stabilności” – mówi Mariola Pisarzak, koordynatorka świetlic SOS w Wodyniach i Domanicach.

Wsparcie gmin na działania świetlic

Środki przekazane przez samorządy pozwalają realizować konkretne zadania na rzecz dzieci i rodzin z regionu. W Gmina Wodynie realizowane jest zadanie publiczne „Radość”, zlecone przez wójta gminy Wojciecha Klepackiego. Projekt prowadzony jest od 2 stycznia do 31 grudnia 2026 roku i jest współfinansowany przez Urząd Gminy Wodynie kwotą 20 tys. zł. W ramach zadania prowadzone są dwie świetlice wsparcia dziennego w formie opiekuńczej. Ich celem jest organizowanie czasu wolnego dzieci i młodzieży z grup ryzyka oraz działania profilaktyczne przeciwdziałające uzależnieniom i innym problemom społecznym, zgodnie z założeniami Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w gminie.

Z kolei w Gmina Domanice realizowane jest zadanie publiczne „Promyk”, zlecone przez wójta gminy Tomasza Misztę. Projekt trwa od 1 stycznia do 31 grudnia 2026 roku i jest współfinansowany przez Urząd Gminy Domanice kwotą 19 500 zł. Jego celem jest wsparcie rodzin i osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej oraz wyrównywanie ich szans poprzez prowadzenie świetlicy wsparcia dziennego w formie opiekuńczej dla dzieci i młodzieży mieszkających na terenie gminy.

SOS Rodzinie

Działalność świetlic wpisuje się w program „SOS Rodzinie”, który skierowany jest przede wszystkim do rodzin, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb dzieci. To właśnie najmłodsi uczestniczą w zajęciach organizowanych w świetlicach, gdzie mogą liczyć na pomoc w nauce, wsparcie specjalistów oraz możliwość rozwijania swoich zainteresowań. Ważną częścią naszej pracy jest także współpraca z rodzicami. Wspieramy ich w budowaniu relacji z dziećmi, dostrzeganiu ich mocnych stron oraz w uważnym reagowaniu na pojawiające się trudności. Poprzez codzienną pracę wychowawców i specjalistów dzieci uczą się współpracy, odpowiedzialności i budowania relacji z innymi. Placówki pomagają wyrównywać szanse edukacyjne oraz wzmacniają kompetencje społeczne najmłodszych mieszkańców gmin.

Każdy może pomóc

Obecnie trwa okres rozliczeń podatkowych, dlatego każdy może w prosty sposób wesprzeć działania na rzecz dzieci. Przekazując 1,5% podatku na rzecz SOS Wioski Dziecięce w Polsce, można pomóc w dbaniu o zdrowie psychiczne naszych podopiecznych, dalszym funkcjonowaniu świetlic środowiskowych oraz rozwijaniu programów wsparcia dla dzieci i rodzin w regionie.

***

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce od 1984 roku pomaga dzieciom porzuconym, opuszczonym, zagrożonym utratą opieki rodziców. W Polsce działają 4 Wioski SOS, gdzie dzieci pozbawione opieki rodziców biologicznych znajdują ciepły, kochający dom. Jednocześnie stowarzyszenie rozwija działania profilaktyczne w ramach Programu „SOS Rodzinie”, którego celem jest ochrona przed utratą rodziców i zapewnienie kompleksowego wsparcia rodzinom w kryzysie.

Przez cały 2024 rok z pomocy Programów SOS skorzystało 2 489 polskich beneficjentów, w tym 1663 dzieci i młodzieży – 399 w opiece zastępczej oraz 1264 w Programie „SOS Rodzinie”. Oprócz tego, stowarzyszenie pomogło niemal 6 tysiącom osób w Kamerunie i Zimbabwe oraz rozpoczęło pomoc w Tanzanii, a 1436 ukraińskich uchodźców wojennych – głównie dzieci z pieczy zastępczej i ich opiekunowie – otrzymało pomoc terapeutyczną, psychologiczną i wsparcie niezbędne do życia w nowych realiach.

Kolejny rok niepewności SOS Wioski Dziecięce w Polsce rozwijają wsparcie dla ukraińskich dzieci

Wraz z przedłużającą się wojną i spadkiem społecznego entuzjazmu wobec pomagania uchodźcom rosną potrzeby terapeutyczne dzieci z traumatycznymi doświadczeniami wojny i innymi trudnościami wymagającymi specjalistycznej pomocy. SOS Wioski Dziecięce nie tylko kontynuują pomoc, ale w 2026 roku planują rozwój programów terapeutycznych i uruchomienie w kraju nowych Centrów Specjalistycznych SOS.

Nastroje społeczne się zmieniają, potrzeby dzieci nie maleją

Sytuacja geopolityczna w 2026 roku pozostaje dynamiczna i wiąże się z licznymi wyzwaniami. W przestrzeni publicznej regularnie pojawiają się informacje dotyczące zagrożeń międzynarodowych, konfliktów zbrojnych oraz zjawiska dezinformacji, które wpływają na odbiór rzeczywistości społecznej. W takich warunkach szczególnego znaczenia nabierają działania oparte na solidarności społecznej oraz wsparciu osób najbardziej narażonych na skutki kryzysów, przede wszystkim dzieci. Jednocześnie badania pokazują, że spada społeczne zainteresowanie udzielaniem pomocy uchodźcom, co sprawia, że wsparcie organizacji pozarządowych staje się jeszcze bardziej istotne.

Fakty i mity – dlaczego wzrasta niechęć do osób z Ukrainy?

Najnowszy raport „Polacy o Ukrainie i stosunkach polsko-ukraińskich 2025” pokazuje, że negatywny stosunek do Ukraińców przejawia 35% Polaków. Rosnącą niechęć potwierdza najnowsze badanie CBOS-u, według którego od połowy 2023 roku Polacy coraz mniej chętnie patrzą na przyjmowanie uchodźców z Ukrainy. Z jednej strony wynika to z czasu trwania konfliktu, którego szanse na szybkie i pomyślne zakończenie dalej są niepewne. Z drugiej strony, wokół Ukraińców powstało wiele szkodliwych narracji i mitów.

Jednym z powtarzalnych mitów jest zbyt duża pomoc państwa wobec uchodźców i rzekome życie na koszt podatników – z raportu Delloite wynika, że 80% dochodów gospodarstw domowych uchodźców pochodziło z ich własnych zarobków. Dla porównania, w podobnym okresie wśród Polaków odsetek ten wynosił 68%.

Obraz obecnych napięć w stosunkach polsko-ukraińskich jest bardzo złożony – wpływają na niego również m.in. polaryzacja polskiej sceny politycznej, napięcia kulturowe i historyczne, rosyjska dezinformacja, presja na rynku pracy, problemy mieszkaniowe czy obawy o dostęp do usług medycznych czy edukacyjnych – wymienia Tomasz Wodzyński, dyrektor działu współpracy międzynarodowej w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Dzieci z pieczy zastępczej – podwójne ofiary wojny

Niezależnie od zmieniających się nastrojów społecznych, ukraińskie dzieci, które znalazły schronienie w Polsce pozostają szczególnie wrażliwą grupą, która potrzebuje naszej uwagi, troski i stabilnego wsparcia. To często najmłodsi, którzy doświadczyli wojny, przymusowej ucieczki i nagłej utraty poczucia bezpieczeństwa — doświadczeń zbyt trudnych jak na ich wiek.

Od początku pełnoskalowej wojny w 2022 roku SOS Wioski Dziecięce towarzyszą tym dzieciom, oferując im nie tylko pomoc materialną, ale także obecność, zrozumienie i długofalowe wsparcie. Trauma związana z wojną i zmianą miejsca życia może wpływać na ich rozwój przez wiele lat, dlatego tak ważne jest, by nie zostawiać ich samych i konsekwentnie budować wokół nich bezpieczne, wspierające środowisko.

To dzieci, które często jeszcze przed wojną musiały mierzyć się z dramatyczną sytuacją, np. rozdzielenia od swoich biologicznych rodzin. Znamy ich historie, wiemy, jak im pomóc i dostosowujemy tę pomoc do zmieniających się potrzeb – W pierwszym etapie kluczowa była pomoc materialna i stabilizacja. Dzisiaj skupiamy się na działaniach z obszaru zdrowia psychospołecznego i wsparcia psychologicznego oraz różnych działaniach o charakterze terapeutycznym, rozszerzając ich ofertę w ramach powstałych w 2022 i 2023 roku Centrów Specjalistycznych SOS w Laskach i Krakowie oraz innych działań tj. turnusy terapeutyczno-wypoczynkowe dla ukraińskich dzieci, które straciły na froncie ojca czy Programu Medycznego dofinansowującego pomoc lekarską. Do tego potrzeba jednak dużych środków – wyjaśnia Tomasz Wodzyński, dyrektor działu współpracy międzynarodowej w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

W 2025 roku wsparcie Stowarzyszenia dotarło do 1073 osób. Od początku wojny SOS Wioski Dziecięce pomogły 7708 osobom z Ukrainy, z czego ponad 75% stanowiły dzieci. 

Stała systemowa pomoc

Potrzeby dzieci i młodzieży trafiającej do Centrów Specjalistycznych SOS są różne, a ich trudności i deficyty w rozwoju mają różne podłoże – do każdego należy podejść indywidualnie podczas diagnozy i terapii. W Centrach SOS mamy do dyspozycji zespół specjalistów – to doświadczeni psychologowie dziecięcy i diagności, psychoterapeuci, logopedzi, terapeuci integracji sensorycznej, fizjoterapeuci, pedagodzy, którzy potrafią pracować z dziećmi po traumatycznych doświadczeniach wojennych, ze stanami lękowymi i depresyjnymi, z problemami adaptacyjnymi, z zaburzeniami rozwojowymi, z niepełnosprawnością oraz innymi trudnościami, z którymi mierzą się nasi beneficjenci z Ukrainy – wymienia Justyna Kalita, Kierowniczka ds. Rozwoju Centrów Specjalistycznych SOS. 

Nasz model działania to dobrze zaplanowana ścieżka wielospecjalistycznej pomocy, która wymaga sporych zasobów, ale skutecznie pomaga w codziennym funkcjonowaniu dzieciom, nastolatkom i ich opiekunom – dodaje.

Centra SOS w Laskach i Krakowie w 2025 r. zapewniły dzieciom i młodzieży wsparcie w zakresie wielospecjalistycznej diagnozy, terapii psychologicznej i logopedycznej, terapii integracji sensorycznej oraz fizjoterapii, psychoterapii, konsultacji z psychiatrą i neurologiem. W II kwartale 2026 r. Stowarzyszenie planuje uruchomić Centrum Specjalistyczne w Warszawie, które zostanie przeniesione z Lasek. Łącznie Stowarzyszenie prowadzi już 5 Centrów Specjalistycznych SOS.

W kraju i za granicą

Na koniec 2025 roku w programach SOS w Biłgoraju, Karlinie, Kraśniku, Siedlcach oraz specjalnie utworzonym przez Stowarzyszenie Domu dla Dzieci z ukraińskiej pieczy zastępczej w Lublinie nadal przebywało 67 dzieci oraz 20 opiekunówW trakcie całego 2025 roku w wioskach gościło łącznie 101 osób z Ukrainy, w tym blisko 80 dzieci, które otrzymywały od Stowarzyszenia bezpłatne zakwaterowanie, wyżywienie, pełne wsparcie materialne oraz pomoc specjalistyczną.

W 2025 roku SOS Wioski Dziecięce przeprowadziły wspólny projekt z SOS Ukraina w Iwano-Frankiwsku w zachodniej Ukrainie polegający na bezpośredniej wymianie doświadczeń specjalistów pracujących z dziećmi ukraińskimi w Polsce i w Ukrainie.

W wydarzeniu uczestniczyły ekspertki — psycholożki i terapeutki z Centrów Specjalistycznych SOS w Laskach i Krakowie — a także przedstawicielki podobnych ośrodków we Lwowie i Iwano-Frankiwsku. Spotkanie stanowiło istotny etap w rozwijaniu trwałej, transgranicznej współpracy oraz wypracowywaniu wspólnych standardów wsparcia dla dzieci dotkniętych skutkami wojny.

Realizacja wspólnych projektów z SOS Ukraina jest dla Stowarzyszenia strategicznym priorytetem od 2022 roku. Jest to przemyślany, długofalowy kierunek działań, kluczowy dla zapewnienia spójnej, wysokiej jakości pomocy oraz budowania systemowych rozwiązań odpowiadających na potrzeby dzieci i ich opiekunów.

Kontynuacją tej strategii będzie projekt zaplanowany na 2026 rok, realizowany we współpracy z SOS Dania. Inicjatywa zakłada finansowanie kompleksowego programu wzmacniania odporności psychicznej i społecznej dzieci z pieczy zastępczej oraz ich rodzin we Lwowie i regionie lwowskim — obszarach również dotkniętych konsekwencjami trwającego konfliktu zbrojnego, w tym zwłaszcza masową migracją wewnętrzną. Projekt zostanie wdrożony przez SOS Ukraina i będzie odpowiedzią na rosnące potrzeby dzieci, które doświadczyły traumy wojennej, przymusowych migracji oraz rozpadu struktur rodzinnych.

Jak pomóc?

Pomoc dzieciom z doświadczeniem wojny wciąż wymaga finansowego wsparcia – zarówno na codzienne potrzeby, jak i na długofalowe programy terapeutyczne. Każda wpłata pozwala nam zapewnić opiekę, zakwaterowanie, wyżywienie i wsparcie specjalistyczne dla dzieci z Ukrainy.

Darowiznę na dalszą pomoc ukraińskim podopiecznym SOS można przekazać poprze zbiórkę na stronie https://www.siepomaga.pl/sos-dla-dzieci-ukrainy

Nawet jeśli wojna się zakończy, skutki psychiczne dla tych dzieci pozostaną na lata. Dlatego będziemy je wspierać tak długo, jak będzie to potrzebne. Dzieci nigdy nie powinny być ofiarami decyzji dorosłych i konfliktów zbrojnych.

Te dzieci na co dzień walczą z potworami! Czy uda im się zwyciężyć?

Budzą niepokój, strach, docierają do najciemniejszych zakamarków psychiki. Straszne kreatury – samotność, odrzucenie, przemoc – to tylko niektóre z potworów, z którymi mierzą się dzieci przebywające w pieczy zastępczej. Mając za sobą ogrom trudnych, często traumatycznych doświadczeń, do odbudowania dzieciństwa potrzebują intensywnej, wspólnej pracy opiekunów, Rodziców SOS, psychologów i specjalistów. SOS Wioski Dziecięce apelują o wsparcie w postaci 1,5% podatku na pomoc w walce z „potworami” dzieci zmagających się traumami i problemami psychologicznymi.

Spojrzeć w oczy potworom

Karol miał siedem lat, gdy jego życie diametralnie się zmieniło – mama zachorowała na śmiertelną chorobę. Gdy odeszła, tata nie potrafił sobie poradzić z nową rzeczywistością. Pojawiła się depresja, a wraz z nią alkohol, w końcu przestał zajmować się Karolem. Decyzją sądu chłopiec trafił do SOS Wioski Dziecięcej.

Potwory Karola: osamotnienie, utrata bliskiej osoby, lęk przed opuszczeniem.

Iza ma 5 lat i mieszka w SOS Wiosce Dziecięcej, odkąd pamięta. W wieku kilku miesięcy została porzucona przez swoich biologicznych rodziców. Jako niemowlak prawie nigdy nie płakała. Była cicha, wycofana, z dużą niedowagą. Dziś dalej jest spokojna i cicha, jednak czuje się bezpieczna – kocha pomagać Mamie SOS w kuchni, w przedszkolu bawi się z przyjaciółmi.

Potwory Izy: lęki, trudność w budowaniu relacji, zaburzenia rozwojowe.

Adaś był w wieku Izy, gdy trafił do SOS Wioski Dziecięcej. Jego dotychczasowe życie z biologicznymi rodzicami było głośne, pełne chaosu i uzależnień. Dopiero pod opieką Mamy SOS poznał, jak smakuje bezpieczeństwo, miłość i troska.

Potwory Adasia: przemoc, problemy z samoakceptacją i nawiązywaniem relacji.

Każdy z naszych podopiecznych jest inny i do każdego z nich podchodzimy indywidualnie. W stowarzyszeniu mamy duże zaplecze specjalistów dostępnych na miejscu – co pozwala skutecznie odbudowywać w dzieciach poczucie bezpieczeństwa, zaufanie do dorosłych i pracować m.in. nad traumami. Utrzymanie tak sprawnie działającego systemu jest jednak bardzo kosztowne, a liczba potrzebujących dzieci jest większa od naszych możliwości kadrowo-infrastrukturalnych. – tłumaczy Łukasz Łagód, psycholog i doradca programowy w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Nierówna walka z potworami

Problem braku możliwości pomocy wszystkim potrzebującym dzieciom z pieczy jest jednym z głównych wyzwań stowarzyszenia.

W 2025 roku przyjęliśmy pod opiekę stowarzyszenia 279 dzieci (61 do opieki zastępczej, 218 do programów profilaktycznych). To dużo, jednak w kontekście łącznej liczby zgłoszeń liczby te przestają imponować – w minionym roku mieliśmy łącznie aż 718 zgłoszeń do samej opieki zastępczej. To oznacza, że kilkaset dzieci nie otrzyma od nas natychmiastowej pomocy. Aby dotrzeć do większej liczby potrzebujących dzieci, potrzebujemy wsparcia darczyńców. – ocenia Aleksandra Sikorska, psycholog, doradca programowy SOS Wiosek Dziecięcych.

Obecnie w Polsce ponad 1500 potrzebujących dzieci czeka na bezpieczny dom. Są to dzieci, które pomimo decyzji sądu o umieszczeniu w opiece zastępczej nadal muszą przebywać w miejscach, które są dla nich zagrożeniem.

W ramach kampanii powstał spot reklamowy, w którym metaforyczne potwory zostają pokonane przez zespół specjalistów. Za produkcję spotu odpowiedzialna jest Papaya Films, za pomysł kreatywny odpowiada agencja VML.

Jak pomóc?

Dzięki zaangażowaniu darczyńców SOS Wioski Dziecięce mogą tworzyć dla dzieci miejsce, w którym mogą poczuć się zauważone i kochane.

Aby przyłączyć się do wspólnej pomocy przekaż swoje 1,5% procent podatku na rzecz SOS Wiosek Dziecięcych, wpisując nr KRS 0000 056 901 w odpowiednią rubrykę formularza PIT.

Więcej informacji nt. akcji można znaleźć na stronie dziecisos.org

Do kogo należy wielka niebieska czapka?

Czapka Świętego Mikołaja zawsze była czerwona. W tym roku to się jednak zmienia – barwa tego bożonarodzeniowego atrybutu zmienia się na niebieską. Wielka świecąca czapka właśnie w tym kolorze stanęła pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Skąd ten niestandardowy kolor? Jest to symbol dzieci, które nie miały szczęścia by spędzać Święta w gronie kochających najbliższych. Jak zostać Niebieskim Świętym Mikołajem?

Okres świąteczny nie dla wszystkich dzieci wygląda, jak w filmach familijnych czy reklamach w telewizji. Dla tych, którzy wychowują się w rodzinie doświadczającej wielu problemów, takich jak m.in. przemoc, uzależnienia czy ubóstwo, Święta często kojarzą się z zimnem, samotnością i strachem.

Niebieska czapka powstała właśnie z myślą o tych dzieciach. Kolor jest dobrany nieprzypadkowo – jest to barwa SOS Wiosek Dziecięcych, organizacji, która pomaga osieroconym i opuszczonym dzieciom ocalić szczęśliwe dzieciństwo i przeżyć prawdziwą magię Świąt.

Często dopiero tutaj, pod naszą opieką, dzieci doświadczają prawdziwych Świąt: w cieple, z prezentami, wśród osób, którym na nich zależy. Takie rytuały pozwalają odbudowywać u nich bezpieczeństwo emocjonalne oraz tworzą bliskie więzi z opiekunami, dlatego zawsze zależy nam, aby te wspólne chwile były dla nich jak najpiękniejsze. – opowiada Aleksandra Sikorska, psycholożka w Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Podopieczni SOS Wiosek Dziecięcych to dzieci, które noszą za sobą bagaż trudnych doświadczeń. Szczęśliwe, rodzinne Święta do tej pory znały tylko z billboardów i opowieści rówieśników. W miejscu rodzinnego ciepła mroził je chłód samotności, zamiast kolęd słyszały krzyk awantur, a pod choinką nie stały prezenty, lecz puste, szklane butelki. Trafiając pod opiekę stowarzyszenia, zostają objęte profesjonalną opieką specjalistów, rodziców SOS, osób, które przywracają im zaufanie do drugiego człowieka.

Są to dzieci, które przestały wierzyć w Świętego Mikołaja dużo za wcześnie. Na tegoroczne Święta dajemy im głos i zachęcamy do pomocy – niebieska czapka przypomina nam, że w te zimowe dni każdy może zostać Mikołajem – wystarczy drobny gest, wpłata, zainteresowanie, aby symbolicznie „włożyć” niebieską czapkę i sprawić, że dziecko po raz pierwszy uwierzy w Świętego Mikołaja. – zachęca Aleksandra Sikorska.

W centrum Polski

Czapka będzie ozdabiała teren pasażu Wisławy Szymborskiej, w ścisłym Centrum Warszawy (tuż obok Pałacu Kultury i Nauki oraz Jarmarku Warszawskiego) do 28 lutego 2026 r. Na iluminacji będzie umieszczony kod qr oraz terminal do wpłacenia datku na rzecz podopiecznych SOS Wiosek Dziecięcych. Partnerem świątecznym akcji jest firma

Od prawie 30 lat zajmujemy się tworzeniem instalacji świątecznych na całym świecie i doskonale wiemy, jak wiele emocji może wywołać odpowiednio zaprojektowana iluminacja. Gdy dowiedzieliśmy się o akcji SOS Wiosek Dziecięcych, z ogromną chęcią podjęliśmy się realizacji Niebieskiej Czapki — bo za tym pozornie prostym, świetlnym projektem stoi piękna idea. Warto przypominać, jak wiele dzieci czeka na ciepłe, rodzinne Święta. – opowiada Tomasz Podogrocki, wiceprezes Multidekor, firmy, której iluminacje rozświetlają pobliski jarmark świąteczny oraz ulice i place m.in. Warszawy, Krakowa, Gdańska, Łodzi i Poznania.

Przestrzeń wokół Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie jest doskonała, żeby przyciągnąć uwagę tysięcy ludzi każdego dnia na ważne społecznie tematy. Dlatego też cieszymy się, że w tak widocznym miejscu – w ścisłym centrum Warszawy, tuż obok Jarmarku Warszawskiego, stanęła ta piękna, wielka czapka, przypominająca, że niewiele potrzeba,

aby podarować komuś wymarzone Święta. – dodaje Sylwia Wróblewska, kierownik działu marketingu, Pałac Kultury i Nauki w Warszawie.

Mały gest, wielka zmiana!

Darowiznę na rzecz dzieci z SOS Wiosek Dziecięcych można przekazać na wiele sposobów:

dokonując wpłaty na konto 07 1240 6247 1111 0000 4975 0683 za pośrednictwem strony www.dziecisos.org

poprzez przelew BLIK na numer 694 235 578

Każdy, nawet drobny gest, przyczynia się do tego, by podopieczni Stowarzyszenia mogli przeżyć prawdziwe, rodzinne święta – pełne ciepła, bliskości i nadziei.

Tegorocznej akcji towarzyszy spot reklamowy „Przywracamy wiarę w Mikołaja”, będący symboliczną opowieścią o samotności dziecka i jego pragnieniu odnalezienia rodzinnego ciepła. Za koncepcję kreatywną odpowiada agencja Jump Group, a produkcję zrealizowało Motion Pikczer.

Kampania, wraz ze świąteczną zbiórką, będzie prowadzona w całej Polsce w listopadzie i grudniu 2025 roku, obejmując działania w prasie oraz w mediach internetowych.

Ruszyła kampania „Przywracamy wiarę w świętego Mikołaja”. Jak pomóc dzieciom?

Dla blisko 2,5 tysiąca podopiecznych to szansa na spokojne, ciepłe święta. Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce chce zorganizować je dzieciom w wioskach i w rodzinach wspieranych. Trwa kampania Przywracamy wiarę w świętego Mikołaja. – Jej symbolem jest niebieska czapka – mówi dyrektor wioski SOS w Siedlcach Jarosław Świerczewski.

Przywracamy wiarę w świętego Mikołaja – pod tą nazwą ruszyła kampania społeczne stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięcem. Celem jest zorganizowanie spokojnych świąt Bożego Narodzenia dzieciom w wioskach i w rodzinach wspieranych. Symbolem akcji jest kolor niebieski.

– Ten kolor nie jest przypadkowy, to kolor nadziei i dobroci. Chcemy, żeby w tym roku wszystkie dzieci miały wspaniałe święta, więc dla nas to jest bardzo ważne, żebyśmy wspólnie dla dzieci, które są w potrzebie, mieli prawdziwe święta, przepełnione zapachem piernika, miłe, uprzejme, gdzie dzieją się same cuda, same dobre rzeczy – mówi dyrektor wioski SOS w Siedlcach Jarosław Świerczewski.

Dla podopiecznych wiosek święta to często trudny czas, dlatego tak ważne jest pokazanie, że można je spędzić spokojnie i bezpiecznie.

– Nie wszystkie dzieci, które są u nas, są całkowicie odizolowane od rodziców. To też jest ważne, żeby wspierać w tym przejściu i w takim może też poczuciu winy, które może się tworzyć w sytuacji, gdy dziecko się cieszy ze świąt albo z prezentów, które się tutaj dostaje, a z drugiej strony może czuć wyrzuty sumienia ze względu na to, że nie jest z rodziną – dodaje psycholog Weronika Marianowicz.

W siedleckiej wiosce mieszka około 70 dzieci w różnym wieku, najmłodsza podopieczna nie ma nawet roku. – Dla nich najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Święta nie muszą być idealne, mają  być wspólne, ciepłe, rodzinne, po prostu normalne. Ta normalność zaś nie zawsze towarzyszyła tym dzieciom, często boją się one tego, co będzie, jak te święta będą wyglądały, bo przecież mają różne wspomnienia – mówi mama SOS Wiola Rankiewicz.

Ambasadorem tegorocznej kampanii jest aktorka Anna Dereszowska. Organizację świąt można wesprzeć darowizną poprzez stronę dziecisos.org.

POZNAJ NASZYCH FUNDRAISERÓW

fundraiser
  • możemy zapukać do Twoich drzwi lub możesz nas spotkać na ulicy
  • zachęcamy do dołączenia do Klubu SOS i tym samym regularnej pomocy potrzebującym dzieciom
  • nie zbieramy pieniędzy w gotówce
Paulina Górska

Kontakt dla mediów

Paulina Górska Tel. komórkowy: +48 888 933 964 mail: paulina.gorska@sos-wd.org

Paulina Cygler

Rekrutacja rodziców SOS

Paulina Cygler Tel. komórkowy: +48 734 425 108 mail: rodzice@sos-wd.org

Aleksandra Piekarczyk

Dary rzeczowe

Aleksandra Piekarczyk Tel. komórkowy: +48 734 425 116 mail: aleksandra.piekarczyk@sos-wd.org



Łukasz Łagód

Kontakt dla studentów

Łukasz Łagód Tel. komórkowy: +48 734 420 482 mail: lukasz.lagod@sos-wd.org

Aleksandra Rysiewska

Kontakt dla firm

Aleksandra Rysiewska +48 513 403 652 mail: aleksandra.rysiewska@sos-wd.org

Kontakt dla darczyńców

zdjęcie

Aleksander Rudziński
Tel. +22 843 73 76

Wyślij wiadomość

    Administratorem Twoich danych osobowych podanych w formularzu kontaktowym jest Stowarzyszenie „SOS Wioski Dziecięce w Polsce” . Będziemy przetwarzać Twoje dane osobowe w celu udzielenia odpowiedzi na Twoje zapytanie. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.