
Energiczna, ciemnowłosa, w średnim wieku, mówi, że jest w swojej wiosce SOS pierwszą osobą, która zdecydowała się na bycie mamą SOS mając swoje dziecko. Pochodzi z Bydgoszczy, w SOS Wioskach Dziecięcych zaczęła pracować 15 lat temu.
Wioletta, dla znajomych Wiolcia, od dziecka była przyzwyczajona do przebywania w licznym gronie – jej tata miał czternaścioro rodzeństwa, ona była starszą siostrą dwóch braci. Wzrusza się, opowiadając o cieple, które wyniosła z domu, przedwczesnym odejściu babci i ogromnej miłości mamy.
Córka Wioletty, choć nie miała rodzeństwa, nie była wychowywana jak typowa jedynaczka, po lekcjach szła do świetlicy, skąd na zmianę z mamą odbierali ją dziadkowie. Wiola pracowała, studiowała i zajmowała się dzieckiem. „Nie chciałam, by córka była tylko głaskana. Ważne, żeby potem umiała poradzić sobie w życiu” – mówi.
To kolega z pracy podsunął jej ulotkę o poszukiwaniu Rodziców SOS, mówiąc że idealnie by pasowała. Na ulotce była mapa z czterema lokalizacjami (Karlino, Siedlce, Biłgoraj, Kraśnik) i adres strony internetowej. Wioletta weszła na stronę stowarzyszenia, poczytała, posprawdzała i zaczęła się zastanawiać czy to dobra droga dla niej.
Sytuację nieco ułatwiał fakt, że córka Wioletty niedługo miała kończyć szkołę podstawową i wybierać gimnazjum – mogłaby poszukać szkoły blisko Wioski SOS, w której pracowałaby Wiola. Przeanalizowały pod tym kątem położenie każdej z wiosek. Córka Wioli potrzebowała chwili, by przemyśleć ten pomysł. Bardzo ważne było dla niej, by mogły zabrać ze sobą kotkę Tolkę, dachowca który z nimi mieszkał. To było pierwsze pytanie, które później zadała dyrektorowi wioski.
Był początek maja, wszystko się zieleniło i kwitło, Wioletta pojechała pierwszy raz do wioski i zakochała się w tamtym miejscu. Później przyjechała z córką. Ustalono, że kot też mógłby się wprowadzić, Wiola przeszła rekrutację, poznała pracowników i mieszkańców wioski. Nim zaczęła staż, nadszedł czas wyboru szkoły dla córki. Wybrały taką w okolicy wioski SOS i przeniosły całe swoje życie jeszcze przed podpisaniem umowy o zatrudnienie. To była odważna decyzja, ale Wioletta już wtedy czuła, że to miejsce dla niej. Do dziś uwielbia swoją pracę, realizuje się w niej i sumiennie spełnia rolę mamy SOS.
Na początku wzięła pod opiekę czwórkę małych dzieci. Rok później jeszcze troje. Spora różnica wieku między nimi a biologiczną córką Wioli pozwoliła uniknąć zazdrości wśród dzieci. Do dziś, mimo usamodzielnienia najstarszych, mają ze sobą dobry kontakt, a ciocia Wiola jest zawsze gotowa wesprzeć dobrym słowem.
Zresztą, w tym domu chyba nie da się inaczej. Wioletta bardzo dba o domową, przyjazną i ciepłą atmosferę, dobrze gotuje – bigos z przepisu jej mamy nie ma sobie równych – stara się, by dzieciom, które wychowuje, dom kojarzył się z zapachem świeżego prania i gorącej szarlotki własnego wypieku. Przypuszcza, ze jest jedyną Mamą SOS, która przez 15 lat (od samego początku) pracuje z tą samą asystentką, ciocią Agatą.
Wykształcenie pedagogiczne, doświadczenie pracy z niepełnosprawnymi dziećmi w domu pomocy społecznej i staż dały Wioli umiejętności, które wykorzystuje obecnie. Pracując z dziećmi w DPS musiała zwracać uwagę na szczegóły, czytać z mowy ciała. W Wiosce SOS to się bardzo przydaje – dzieci przychodzą nieufne, z bagażem doświadczeń, lękiem i traumami. Zaczyna się od cierpliwości, obecności, obserwacji. Dzieci na początku są wycofane, ostrożne i czujne.
Wioletta jest entuzjastką ruchu i jazdy na rowerze. Teraz, gdy dzieci podrosły, robią razem nawet 20 kilometrów dziennie na rowerach. Aktywność fizyczna pozwala Wioli na „przewietrzenie głowy”, złapanie dystansu i relaks.
Gdy pytam, co mogłaby przekazać osobom rozważającym zostanie Rodzicem SOS, mówi, że jeśli ma się empatię i lubi dzieci, warto spróbować, sprawdzić. Czasami trzeba jakiegoś bodźca, momentu, by uwierzyć w siebie. Jej zdaniem najważniejsze jest otwarcie na drugiego człowieka. To, czy się nadajesz, sprawdzisz w rekrutacji. Są rozmowy, jest staż, jeden dzień lepszy, drugi gorszy. Praca z człowiekiem, z dzieckiem jest nieprzewidywalna. „Nie ma szablonu, który można by przyłożyć. Każde dziecko jest taką kłódką, do której trzeba znaleźć odpowiedni kluczyk”. Ważny jest zespół wsparcia, asystent i specjaliści– to ogromnie ułatwia pracę. Staż to świetny czas na sprawdzenie się, poznanie warunków, zasad. Nikt nie jest rzucany od razu na głęboką wodę. W opiece nad dziećmi ważne jest opanowanie, empatia, budowanie zaufania, umiejętność słuchania, stałość, przewidywalność. Chaos niczemu nie służy. Jak mawiał jej dziadek, podejmujmy decyzje w dzień, bo dzień jest mądrzejszy od nocy.
„Gdybym czekała na idealny moment, to…
On by nigdy nie nastąpił. Zawsze byłby nie ten czas i nie ta pora”.