
Małgosia obecnie mieszka w domku SOS z czwórką dorastających dzieci i czarnym labradorem. Majowy weekend spędzają razem na wędrówce w Bieszczadach.
Była późnym dzieckiem w rodzinie i nieco brakowało jej towarzystwa rówieśników. Miała starszego o 8 lat brata i tylko jedną kuzynkę w zbliżonym wieku, reszta kuzynostwa była dużo starsza. Może dlatego już jako nastolatka pomagała w domu małego dziecka. I cały czas ciągnęło ją do dzieci – ich towarzystwo dawało jej dużo radości i pobudzało kreatywność.
Miała wspaniałych rodziców, takich, którzy oddaliby przysłowiową ostatnią koszulę komuś, kto potrzebuje. Taki sam był (i jest) jej brat. Bycie dla kogoś to naturalny sposób bycia jej rodziny – nie mogła więc być inna.
Pochodzi z Rzeszowa, studiowała w Krakowie, Lublinie i Wrocławiu. To w Lublinie dowiedziała się, że siostra koleżanki pracowała w SOS Wioskach Dziecięcych i bardzo to sobie chwaliła.
Małgosia miała przygotowanie, skończyła m.in. pedagogikę resocjalizacyjną i socjoterapię. Wcześniej miała praktyki w więzieniu, pracowała w szkołach (podstawowej i gimnazjum) i w domu dziecka. To właśnie w domu dziecka czuła, że spełnia swoje zawodowe powołanie, jednak i tam czegoś jej brakowało – większego wpływu i ciągłości wychowawczej.
Nie zdecydowała się na zostanie rodziną zastępczą poza strukturą Stowarzyszenia SOS, bo chciała być częścią wspólnoty złączonej jedną ideą i celem, chciała też mieć gwarancję pomocy w sytuacjach trudnych (a zespoły wsparcia bardzo się w takich chwilach przydają). Poza tym problemem mogły być warunki mieszkaniowe. Małgosia mieszkała co prawda wraz z rodzicami w domu z ogrodem, ale jej mama już wtedy była przewlekle chora i wprowadzenie tam dzieci byłoby trudne i niekomfortowe zarówno dla nich, jak i dla chorej.
Kiedy już bardzo poważnie rozważała pracę w SOS Wioskach Dziecięcych, Małgosia postanowiła się jeszcze zmierzyć z dużym dla niej wyzwaniem – przedszkolakami. Przez lata studiów i pracy opiekowała się dziećmi starszymi i nie znała specyfiki opieki nad kilkulatkami. Zatrudniła się jako niania dwóch małych dziewczynek, by zobaczyć czy się sprawdzi w tej roli. Chciała poznać swoje możliwości i potrzeby małych dzieci na wypadek, gdyby w Wiosce SOS przydzielono jej przedszkolaki.
Dopiero z taką wiedzą i praktyką wzięła udział w rekrutacji. Małgosia zaczęła pracę jako mama SOS w wieku 36 lat i na początku objęła opieką piątkę dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Bardzo jej zależało na stworzeniu stabilnych warunków, spędzaniu razem codzienności, dzieleniu zwykłego życia. I tak w ciągu 15 lat pracy dzieliła i dom, i serce z jedenaściorgiem dzieci – jak jedne dzieci dorastały i odchodziły (usamodzielniały się, przechodziły do wspólnot dedykowanych dla młodzieży lub wracały do rodzin biologicznych), to przychodziły kolejne dzieci. Za moment, po skończeniu szkoły średniej kolejny młody człowiek się usamodzielni i znów w SOS-owej rodzinie Małgorzaty pojawią się nowe dzieci.
Gdy pytam o ewentualne obawy, Małgosia wspomina o epilepsji. Bała się, że powierzone jej dzieci będą chore właśnie na tę chorobę (zetknęła się z nią będąc nauczycielką i nie była pewna, czy podoła opiece nad dziećmi z tą chorobą). Czasem jest tak, że życie konfrontuje nas z tym, czego się najbardziej obawiamy i Małgosia rzeczywiście musiała się z tą chorobą u dzieci zmierzyć i to nie w jednym, a w kilku przypadkach. Mówi, że życie bywa przewrotne, ale wierzy, że wszystko – również to – dzieje się po coś.
Gdy pytam o psa w domu pełnym dzieci, dowiaduję się, że zrównoważony, łagodny pies ze sprawdzonej hodowli okazał się wspaniałym kompanem. Dziś ma już ponad 11 lat, siwy pysk i jest wiernym przyjacielem dzieci – jak powiedziała usamodzielniona już wychowanka Małgosi: „ciocia wie o nas dużo, ale Lucky wie o nas wszystko”. To on jest powiernikiem pierwszych miłości, pierwszych rozstań, sukcesów szkolnych i perypetii, o których ciocia nie powinna wiedzieć.
Osobom, które rozważają zostanie rodzicem SOS Małgosia powiedziałaby, że obawy zawsze będą. Nie ma sensu czekać, ale też nie trzeba od razu podejmować decyzji. Najpierw są rozmowy, tydzień wolontariatu w wiosce SOS, potem staż – jest czas na sprawdzenie, czy to praca dla was.
„Gdybym czekała na idealny moment, to…
… nie zrobiłabym nic w życiu. I to nie tylko pracowniczym, ale też osobistym. Bo nie ma idealnego momentu. Nie ruszyłabym z miejsca, nie zrealizowałabym żadnego pragnienia, żadnego marzenia”.
Chcesz zostać Rodzicem SOS? Wejdź na stronę, sprawdź szczegóły i zacznij swoją historię https://wioskisos.org/rodzic-sos2/
