Kto mógłby pomyśleć, że kawałek drutu może dać tyle szczęścia? Chodzi jednak o to, że jest to drut szczególny. Dość drogi, ponadto zakładany na zęby.

Dagmara od kilku dni jest szczęśliwą posiadaczką stałego aparatu ortodontycznego. Dziewczyna cieszy się jak diabli, uśmiecha się też jakby szerzej i odważniej. Któż by pomyślał, że kilka drucików może aż tak dodatnio wpłynąć na samoocenę dziecka? A jednak. Daga dołączyła do grona kilku koleżanek z klasy, które też mają podobne aparaty. I to od tej samej pani doktor z Kołobrzegu. A wiadomo jak w pewnym wieku ważna jest akceptacja rówieśników i poczucie przynależności do grupy.

Ciekawe tylko, czy Dagmara zdaje sobie sprawę, że przez kilkanaście najbliższych miesięcy nie będzie mogła jeść czipsów. Spokojnie, będą jednak również plusy. Kontrola co pięć tygodni to wyjazd z Dorotą do Kołobrzegu. A to oznacza łażenie po sklepach, zakupy, lody, pizzę i colę.

PS. Jako ciekawostkę dodam, że chęć posiadania podobnego aparatu zgłosiła wczoraj niespełna pięcioletnia Mela, która ma równiuteńki zgryz 😉

 

Wróć do listy