Kulinarne dylematy

23 Kwiecień, 2012

Wróć do listy

Po kilku latach wspólnego przebywania – w tym zbiorowego żywienia – stanęliśmy przed poważnym problemem. Co przygotować na niedzielny obiad? Skąd problem? Nasze dzieci mają ograniczony zestaw ulubionych potraw. Z zup: rosół, pomidorowa i ogórkowa (ewentualnie barszcz czerwony; na warzywną reagują alergicznie), z tzw. drugiego dania: schabowy, smażony kurczak, od biedy gulasz. Z rzadka mogą być też naleśniki. Żadne tam foie gras, gicze, polędwice, perliczki czy ryby morskie w różnych glazurach. Dzieciaki krzywo patrzą nawet na pizze, a na wszelkie wyroby hamburgeropodobne reagują skrzywieniem, które zapewne nie jest oznaką zachwytu.
W sobotę zrobiliśmy więc kulinarną burzę mózgów. Oczywiście, zgodnie z zasadą, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie, nie potrafiliśmy osiągnąć sensownego porozumienia. I nagle stało się. Ktoś rzucił – “a może frytki”? W mig zbudowaliśmy porozumienie ponad podziałami. W niedzielę chłopaki od siódmej rano obierali i kroili ziemniaki (na szczęście zachowywali się bardzo cicho, nikogo nie budząc). Popołudniem wystarczyło tylko wrzucić je na olej, dodać kawałek mięsa, surówkę i było po sprawie. Mam jednak nieodparte wrażenie, że lada moment znowu trzeba będzie wprowadzać korekty do naszego menu…
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Wróć do listy