Kurczę, trochę głupio się przyznać. Nasza kilkudniowa nieobecność na blogu była spowodowana… zapominalstwem. Po prostu Dorota w natłoku wydarzeń nie zapłaciła za Internet jednemu z komórkowych operatorów. Ten zwyczajnie odciął nas od sieci ? nie było więc nowych wpisów. Jednak muszę żonę usprawiedliwić. Przed naszym domkiem, a właściwie dwójką naszych dzieci ? Martą i Krystianem ? wielkie wydarzenie. Idą bowiem do I komunii świętej.

Z ceremonią jest sporo zachodu, bo dzieciaki ciągle mają kościelne próby, trzeba je też stosownie ubrać i odpowiednio przygotować (nie wspominam o prezentach, ale dwa nowe, błyszczące, jeszcze pachnące farbą, wieloprzerzutkowe rowery już stoją w garażu u znajomych). Poza tym toczy się normalne życie, pełne codziennej rutyny i obowiązków. Marta i Krystian, ale też pozostała część rodzeństwa jest bardzo podekscytowana nadchodzącym wydarzeniem (no i trochę chyba także zazdrosna). Tym bardziej że zaprosiliśmy rodziców i krewnych dzieci. A ostatnio, trzeba to przyznać, bardzo rzadko miały okazję widzieć się ze swoją rodziną biologiczną.

Samo przyjęcie odbędzie się w naszym wioskowym domu. A więc czeka nas sprzątanie domu, mycie okien, nabłyszczanie podłogi, dekoracje stołu, zaproszenia dla gości, przygotowanie obiadu i słodkiego poczęstunku, ubranie dzieci, umilanie czasu biesiadnikom, itp., itd.

 

Wróć do listy