6 czerwca wystartujemy w naszym drugim w życiu maratonie (debiutowaliśmy udanie rok temu w Poznaniu). Tym razem musimy pokonać ponad 42 km z Torunia do Bydgoszczy. Wkrada się w nasze życie lekkie zdenerwowanie przedstartowe. Taki dystans to nie przelewki. Ostatnio Dorota jechała trasą naszego najbliższego maratonu samochodem i wydawało się jej, że nigdy się nie skończy. A tu trzeba będzie na swoich własnych nogach dotrzeć do mety.

Adam i Dorota Nowaczykowie

Trenujemy jednak zawzięcie. Z reguły rano, gdy dzieciaki są w szkole i przedszkolu. W poniedziałki biegamy tylko pod górkę. We wtorki i czwartki gonimy przez dwie godziny. W środy odpoczywamy, by w piątek trenować szybkość. W sobotę lekko truchtamy. No i jemy same węglowodany, wypijając przy tym litry napojów izotonicznych.

– Dorota, po co biegniesz taki kawał drogi? ? pyta Adam
– Żeby mieć ciszę przez kilka godzin, myśleć o sobie i o niczym innym. I trochę odpocząć ? odpowiada nieco żartobliwie. A ty?
– Właściwie to nie wiem. Może po to, żeby się zmęczyć? ? odpowiada Adam.

 

Wróć do listy