Jakoś tak nas tchnęło, że w długi majowy weekend postanowiliśmy wyskoczyć do rodzinnej Bydgoszczy. Nasz przestronny samochód pomieścił prawie wszystko i wszystkich. Udało się w nim upchnąć całą górę bagaży oraz psa, a nawet zamknąć wszystkie drzwi i okna. Niestety, w aucie zabrakło już miejsca dla Gosi i dla mnie. Ale od czegóż są koleje? Tak czy inaczej wylądowaliśmy w Bydgoszczy.

Plan wycieczki nie obejmował zwiedzania miasta (bo ileż razy można dzieciakom pokazywać to samo), ale obfitował w spotkania ze znajomymi, głównie na tak zwanym świeżym powietrzu. Pogoda przy tym dopisywała, więc dzieciaki wieczorami padały ze zmęczenia, wyglądając na bardzo zadowolone. Ja też byłem zadowolony, bo po dwóch latach przerwy wybrałem się na mecz żużlowy, w którym bydgoska Polonia rozgromiła drużynę z Torunia. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że to dla obu ekip najważniejszy mecz sezonu ? derby Pomorza i Kujaw. Dla każdego ?Tyfusa? (tak o nas, bydgoszczanach, mówią pieszczotliwie torunianie) pokonanie ?Krzyżaków? (tak zwiemy szanownych adwersarzy) jest bowiem sprawą życia i śmierci. A może nawet poważniejszą 🙂

 

Wróć do listy