Mamy to szczęście, że mieszkamy blisko morza. To odległość określana zazwyczaj mianem ?rzutu beretem?, czyli jakieś 30 km i widzimy Bałtyk.

Tym razem, wykorzystując nieobecność większości dzieci, postanowiliśmy popołudniem wyrwać się właśnie nad morze. Zamiast jednak jechać do Kołobrzegu, Mielna, Gąsek czy Ustronia Morskiego, postanowiliśmy wyruszyć trochę w nieznane nam okolice. I muszę powiedzieć, że było absolutnie wyjątkowo.

Znaleźliśmy maleńką wioskę ? wszystkiego może ze 3-4 chałupy i jeden, pusty teraz ośrodek wczasowy. Nie podam nazwy tej miejscowości ? niech pozostanie cicha, ukryta gdzieś między lasami, polami i morzem.

W wiosce żywej duszy. Do plaży jakieś 200 metrów przez piękny, zaśnieżony las. A na plaży ? zejście na brzeg z klifu – spokojnie, czysto, głucho.

Spacer była bardzo udany. Kolacja ? w Kołobrzegu oczywiście ? też niczego sobie…

 

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Wróć do listy